S

S

MA

Premium Sound

MIP

Polpak

niedziela, 20 sierpnia 2017

Mata do wkładki gramofonowej - Derenville Headshell-Contact-Mat



Dziś kilka słów o dość nietypowym akcesorium adresowanym dla gramofonów. To Derenville (zobacz TUTAJ) - mata anty-rezonansowa do główek ramion gramofonowych (nie wiem jak lepiej przetłumaczyć na polski określenie "Headshell-Contact-Mat") albo mata anty-rezonansowa do wkładek gramofonowych. Jej przeznaczeniem jest aplikacja pomiędzy wkładką a headshell’em ramienia gramofonowego. Ma eliminować rezonanse gramofonu i łożysk ramienia, a także znacząco poprawiać pracę wkładki gramofonowej, optymalizując rezonans wkładki odsprzedając ją od reszty układu. Warto podkreślić, że ze względu na ultra-cienką strukturę oraz zoptymalizowane właściwości mechaniczne nie zmienia kąta VTA ramienia (grubość maty to jedynie 0,38 mm).

Mata produkowana jest w Niemczech (w Lippstadt) przez AVDesignHaus (zobacz TUTAJ), czyli firmę wyspecjalizowaną w technologii gramofonowej. Jednak AVDesignHaus wytwarza tę matę na zlecenie innego gramofonowego tuzy, a mianowicie dla Dr.Feickert Analogue - i to w ofercie tej firmy mata znajduje się. Derenville występuje również w postaci dużej maty na talerz gramofonu, a także jako mniejsza dla sub-talerza gramofonów firmy Rega.

Powierzchnia maty obustronnie pokryta jest substancją silikopodobną, dzięki czemu ewentualne zanieczyszczenia nie przywierają do jej struktury. Jest obecność ma korzystnie wpływać na eliminacje mikro-rezonansów, poprawiając kontakt wkładki z ramieniem, a przez to wpływać na brzmienie analogów. Poprawiać ma definiowanie niskich tonów, ogólną czytelność brzmienia w całym zakresie częstotliwości. Rezultat jej zastosowania to dokładniejszy, lepiej zdefiniowany obraz muzyczny. Redukcja zniekształceń oraz lepsze pasmo przenoszenia. Szczególnie rekomendowana przez producenta w przypadku metalowych korpusów wkładek gramofonowych, gdzie metal wkładki przylega bezpośrednio do metalowej główki ramienia. Na logikę rzecz biorąc, zastosowanie podkładki headshellowej ma uzasadnione zastosowanie w przypadku większości ramion albowiem skutecznnie odprzęga wkładki od ramienia.

Użyłem Derenville Headshell-Contact-Mat pomiędzy wkładkę Ortofon 2M Black a główkę ramienia gramofonowego Iterspace 10'' gramofonu Nottingham Analogue Horizon (czytaj test TUTAJ). Mata okazała się być nieco większa (dłuższa) niż górna powierzchnia kontaktowa wkładki Ortofon. Jednak nie uciąłem jej, wystawała trochę do przodu i do tyłu. Czasem może pojawić się problem z właściwym wyregulowaniem wkładki, albowiem jej główka jest ciut przysłonięta matą. Naturalnie, po montażu maty, należy ponownie ustawić siłę nacisku igły, bo przecież mata tez ma swoją masę. Niewielką, ale ma. A to wpływa na nieduże siły ustawienia. Ortofon zaleca siłę nacisku wkładki 2M Black wyregulować na 1,5 grama.

Jakie są wrażenia dźwiękowe? Może nie są one wysoce spektakularne, lecz są rzeczywiście odbierane. Są nieduże, ale idące w korzystną stronę zmian. Warto zauważyć, że niektóre akcesoria tego typu zamiast autentycznie poprawiać dźwięk, "mulą" go i ograniczają. Ale nie w przypadku maty Derenville. Na pewno poprawie ulegają niskie tony, które zdają się być obszerniejsze i z lepszą kontrolą. Dodatkowo struktura muzyczna lekko wyostrza się, staje się bliższa i czytelniejsza. Ma nieco grubsze rysy, obrys. Ogólnie po zaaplikowaniu maty uzyskuje się uspokojenie i harmonizację brzmienia. Niejako wyższą czystość. A to wszystko dzięki eliminacji rezonansu w punkcie kontaktu body wkładki z metalową główką ramienia. Owszem, cena jednej maty nie jest niska, bo to koszt aż 185 PLN, ale warto taką inwestycję przedsięwziąć. Korzyść dla dźwięku płyt analogowych murowana.  

Cena w Polsce - 370 PLN (opakowanie zawiera dwie podkładki do headshella).


Opakowanie zawiera dwie maty

Made in Germany

Na czarnej gąbce, czarna mata


Mata ma strukturę włóknistego materiału, z obu stron powleczonego silikopodobną substancją

Gramofon Nottingham Analogue Horizon przed aplikacją maty; mata na talerzu to Harmonix TU-800EXi


Siłę nacisku igły wyregulowałem ciut powyżej rekomendowanych 1,5 grama

Mata nieco wystaje poza obrys powierzchni kontaktowej wkładki Ortofon 2M Black

Gramy!


sobota, 19 sierpnia 2017

Słuchawki Fostex TH7



Cztery wersje kolorystyczne TH7 (zdjęcie ze strony Fostex Japan)

Wstęp
Słuchawki Fostex TH7 to już kolejny sprzęt kultowego japońskiego Fostexa, który testuję w tym roku. Namnożyło się nowości, więc jest co opisywać. Niedawno recenzowałem słuchawki Fostex TH-610 wraz ze wzmacniaczem słuchawkowym/DACiem Fostex HP-A4BL (czytaj TUTAJ), potem był cały set monitorów aktywnych Fotsex PM0.5d i Fostex PM0.4c wraz z regulatorami Fostex PC-1e oraz Fostex PC-1000USB-HR2 (czytaj TUTAJ). Poza tym, nie ma co ukrywać, bardzo lubię produkty marki Fostex/Foster, o czym wielokrotnie pisałem na blogu, nie ma więc co tego powtarzać.

W połowie czerwca br. warszawski dystrybutor MIP przesłał mi najnowsze słuchawki Fostex TH7 (zobacz TUTAJ), abym je przetestował. Słucham więc na nich muzyki już od około dwóch miesięcy, dopiero dziś publikuję test. Nie wynika to ani z opieszałości, ani z niechęci do Fostex TH7, a niestety z ciągłego braku czasu. Z drugiej strony przez te dwa miesiące osłuchałem się dość dobrze z nimi, tak więc mam nadzieję, że test będzie rzetelny i prawdziwy do kwadratu.

Wrażenia ogólnie i budowa
To jedne z tańszych słuchawek Fostexa, przeznaczone głównie do zastosowania tzw. mobilnego. Jak podaje producent, to zmodyfikowani następcy modelu Fostex TH-7B i TH-7W, które z kolei zastąpiły wcześniejsze Fostex T5 i T7. Dawno temu TUTAJ opisywałem Fostex T7.
Najważniejsze cechy w porównaniu do wcześniejszych modeli Fostex TH-7B i TH-7W to:
• Na nowo zaprojektowana zamknięta obudowa, która daje doskonałą izolację akustyczną. Przetworniki 40 mm zapewniają nie tylko bardziej dynamiczny dźwięk, ale także bardziej naturalne wysokie tony.
• Kabel o długości 1,2 m, zakończony pozłacanym wtykiem stereo 3,5 mm.
• Wysokiej jakości skórzane nausznice, pozwalają na długi i wygodny odsłuch.
• Gumowa obudowa dostępna jest w czterech kolorach: czarnym, czerwonym, białym oraz turkusowym. 

Niewielkie, aczkolwiek estetyczne opakowanie, kryje jedynie słuchawki wraz z przymocowanym do nich na stałe przewodem 1,2 m z wtykiem 3,5 mm. Brak przejściówki na 6,3 mm i innych akcesoriów. Oczywiście, instrukcja obsługi i gwarancja są w kartonie. Wizualnie nowe Fostex mało różnią się od poprzedniego modeli Fostex TH-7B i TH-7W, a nawet jeszcze wcześniejszych Fostex T7 i T5. To w zasadzie identyczne muszle w kształcie kwadratów obwiedzione widełkami oraz podobny pałąk. Różnice dotyczą kilku detali. W TH-7B i TH-7W nasadki po obu stronach pałąkach (i przewody) były fioletowe lub żółte, tu w TH7 są w kolorze muszli i mechanizmu trzymającego je, czyli w tym przypadku białym. Poza tym nieco odmienne są napisy na muszlach. Zrezygnowano też z różnych kolorów padów i pałąków - w TH7 zawsze są czarne, niezależnie od wersji kolorystycznej. 
Ogólnie rzecz biorąc, TH7 utrzymane są w stylistyce studyjno-profesjonalnej, bo takie funkcje pełniły pierwowzory, czyli model T7. (Dziesięć lat temu urządzania i słuchawki mobilne były jeszcze raczej mało popularne). Nowe słuchawki Fostexa są, czego by nie powiedzieć, ładne i estetyczne. Mają swój unikalny design i trudno je pomylić z innymi. Tworzywa sztuczne są wysokiej jakości, trwałe, bardzo precyzyjnie obrobione, nie trzeszczące i nie brudzące się. Przewód, pomimo że, nie wypinany, to nie plącze się. Jest raczej sztywny, więc nie ma tendencji do samozwijania. Wtyk 3,5 mm ma złocone konektory. Zalany jest białym, gumowatym tworzywem sztucznym. Słuchawki produkowane są w chińskich zakładach Fostera.

Ergonomia
Ponieważ zarówno muszle, jak i pady są raczej szerokie, tak więc uszy prawie w całości w nich się mieszczą. Może się zdarzyć, że część małżowin usznych nie zmieści się, ale wówczas pady łagodnie je przykrywają, nie uciskając zanadto. Pałąk leży stabilnie i pewnie na sklepieniu czaszki, nie ściskając jej zbytnio. Regulacja mechanizmów pałąka i muszki jest całkowicie wystarczająca dla wygodnego ułożenia i optymalnego dopasowania. Fostex TH7 jako słuchawki o studyjnej proweniencji są tak skonstruowane, aby nawet wielogodzinne odsłuchy fizyczne nie męczyły ani uszu, ani czaszki, a równolegle zapewniały dość przyzwoitą izolację od akustycznych warunków zewnętrznych. Całość dopełnia fakt, że słuchawki mają niską masę 265 gram. Ergonomię używania TH7 oceniam na wzorową. Przykładną.

Dane techniczne
Typ: zamknięte słuchawki dynamiczne
Przetwornik: dynamiczny, 40 mm
Impedancja: 70 Ohm
Zakres częstotliwości: 10 - 35 000 Hz
Maksymalna moc wejściowa: 100 mW
Wtyk: prosty, pozłacany stereo 3,5 mm
Długość kabla: 1,2 m
Masa: 265 g

Słuchawki od razu po wyjęciu z opakowania

Klasyczny design Fostex rodem ze studia nagrań

Bardzo solidne białe tworzywo sztuczne: ten biały kolor jest bardzo ...biały (słuchawki leżą na białej szybie blatu stołu)

Duże wygodne pady i pałąk z poduszeczką od wewnątrz

Muszle od zewnątrz mają kształt kwadratu z zaokrąglonymi kątami

Fostex TH7 i odtwarzacz Questyle QP2R




Fostex TH7 i iFi micro iDSD Black Label

Fostex PC-1000USB-HR2 na froncie ma jedynie dużą gałkę siły głosu (i zieloną diodę)

Fostex PC-1000USB-HR2 ma wejście USB, parę wyjść RCA i gniazdo słuchawkowe 3,5 mm


Fostex TH7 w systemie nabiurkowym z regulatorem Fostex PC-1000USB-HR2 i monitorami aktywnymi Fostex PM.05d (zdjęcie powyżej) lub Fostex PM.04c (zdjęcie jeszcze wyżej)


Wrażenia dźwiękowe
Jako źródło używałem przenośny odtwarzacz Questyle QP2R (test TUTAJ), stacjonarny wzmacniacz słuchawkowy i DAC Questyle CMA400i (test TUTAJ) oraz iFi micro iDSD Black Label (test TUTAJ), a także iPhone 6S oraz iPad Air 2. Stosowałem też regulator głośności wraz z DAC (i wyjściem słuchawkowym) Fostex PC-1000USB-HR2 (test TUTAJ). Słuchawki porównawcze to Fostex TH-610 (test TUTAJ), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TUTAJ), MEE Audio Matrix 2 (test TUTAJ) oraz Meze 99 Neo (test TUTAJ). Używałem również komputery MacBook Pro i Dell Latitude E6440 wraz z serwisem streamingowym Tidal HiFi/Master.

Fostex/Foster zna się na produkcji słuchawek i przetworników słuchawkowych jak mało kto na świecie. Jest to jedna z niewielu firm, która w swoich produktach montuje wyłącznie własne przetworniki. Fostex wytwarza całą masę słuchawek przeznaczonych na rynek profesjonalny, a od kilkunastu lat także dla zastosowań hi-fi. Można napisać, że w modelu TH7 te dwa światy łączą się i przenikają wzajemnie. Są to słuchawki o profesjonalnym rodowodzie, ale "udomowione" - przystosowane dla domowego audio, w tym tego mobilnego. Nie mają więc płaskiej charakterystyki typowej dla monitorów studyjnych przeznaczonych stricte do kontrolowania rzeczywistego brzmienia, a przyprawione są dodatkowym basem oraz lekkim wyprofilowaniem średnicy. W związku z powyższym, dźwięk ma bardziej przyjazną definicję niż profesjonalna. Więcej tu plastyczności i żyzności, ale selektywność i czystość pozostają niezmienne. Panują ład i porządek oparte o obfity bas i kolorową średnicę. Co istotne, przestrzeń kreowana przez TH7 jest wyjątkowo rozbudowana, a do tego przykładnie i harmonijnie poukładana. Scena jest bardzo precyzyjna i przejrzysta. Wyraźna. Może nie jest to referencja, ale w cenie słuchawek nie ma zupełnie do czego się przyczepić.

Miłą cechą Fostex jest ich dynamiczne i mocne brzmienie, wysoce energetyczne. Pozwala to bezproblemowo obcować z każdym gatunkiem muzycznym - od symfoniki, poprzez elektronikę, aż do rocka. Słuchawki wytrawnie i lekko przekazują moc instrumentów, żar wokali, a także wszelkie wybrzmienia akustyczne. Kiedy potrzeba, pompują bas, a kiedy nie potrzeba - obchodzą się z nim delikatnie. Są zrównoważone i wyważone. Nie mają odczuwalnie podkręconych basów, co jest zaletą. Z kolei w średnicy daje się słyszeć lekkie "wypchnięcie" do przodu, co jest pochodną wyraźnego uprzywilejowania tego zakresu. W konsekwencji tego średnie tony wydają się być bliskie i bezpośrednie, lecz także gęste i nasycone. Dodatkowo występuje tu lekko "słodkawa" barwa, ale nie słodka! W związku z tym ogólna charakterystyka słuchawek jest fizjologiczna, bo jakby bardziej organiczna, niż analityczna. Może to być atutem przy odsłuchach bezpośrednio z takich urządzeń przenośnych jak smatrfony, gdzie lekkie "przetarcie" o ciepło przynosi dobroczynne rezultaty ożywienia i ubogacenia nagrań, w tym tych gorzej zrealizowanych.

Słuchawki pomimo dość wysokiej (jak na sprzęt mobilny) impedancji 70 Ohm bezproblemowo współpracują z takimi urządzeniami jak iPhone 6S, czy iPad Air 2. Dźwięk jest mocny, dynamiczny i pełny. Równolegle nie powodują przyśpieszonego rozładowania baterii ww. sprzętów. Innymi słowy, Fostex TH7 są dobrze przystosowane do współpracy ze smartfonami. Najwyższy poziom dźwięku uzyskać jednak można dopiero po zastosowaniu dodatkowego wzmacniacza słuchawkowego. Oczywiście, nie namawiam nikogo do zakupu takiego wzmacniacza jak Questyle CMA400i, czy mobilnego odtwarzacza Questyle QP2R, bo ich cena oscyluje około 4 000 PLN. A to przy cenie słuchawek 400 PLN będzie sporym mezaliansem, choć dźwięk będzie najlepszy. Rozsądnym wyborem dla TH7 będzie tzw. regulator głośności ...Fostex PC-1000USB-HR2, który w zasadzie jest mini-przedwzmacniaczem wraz z konwerterem c/a USB HD (24 bit/96 kHz) z wyjściem słuchawkowym - jego koszt to 429 PLN (zaś wersja 16 bit/44,1 kHz nawet tańsza, bo 289 PLN). Urządzenie to wpięte do komputera (np. z uruchomionym serwisem Tidal) dostarcza czysty i żywy sygnał słuchawkom, zaś Fostex TH7 wydają się dlań wprost komplementarne. Świetny dźwięk wysokiej klasy. Bez kompleksów trafiający w sedno przekazu hi-fi. Harmonijny, energetyczny, muzykalny.

Konkluzja
Fostex TH7 to wyjątkowe słuchawki - produkowane przez kultowego japońskiego producenta Fostex/Foster wyspecjalizowanego w technologii słuchawkowej. Owszem, TH7 to nie jest referencyjna propozycja, ani nawet średnia. To pozycja budżetowa w katalogu Fostex, lecz ze wszech miar warta uwagi. Dlaczego? Pierwszorzędny projekt i wykonanie wyprowadzone wprost z linii profesjonalnej Fostex, lecz stricte osadzone w segmencie hi-fi. TH7 wyewoluował z monitorowych, profesjonalnych T7 (po drodze były jeszcze pośrednie TH-7B i TH-7W). W konsekwencji TH7 przynoszą bogaty i eufoniczny dźwięk o energetycznym charakterze i żywej strukturze, lecz nie zapominający o wyraźnym detalu i szerokiej oraz głębokiej scenie. Pierwszorzędne słuchawki do iPhone'ów i innych smatrfonów, choć nie brzydzące się dobrym wzmacniaczem słuchawkowym lub przenośnym odtwarzaczem. Doskonała proporcja jakość budowy/dźwięk/cena. Z mojej strony stuprocentowa rekomendacja!

Fostex TH7 cena w Polsce - 399 PLN.


wtorek, 15 sierpnia 2017

[Audio vintage]: radioodbiornik Revox B261


Opisywany tuner został wypożyczony z salonu audio-vintage Nomos z Warszawy

Revox/Studer
Na początek kilka słów o firmie Revox (oryginalna pisownia to ReVox). Została założona w Szwajcarii w Herisau 1951 w roku jako spółka-córka innej słynnej szwajcarskiej firmy Studer. Ta zaś powstała w 1948 roku (ufundowana przez dr Willi Studera) i koncentrowała się na segmencie profesjonalnym/studyjnym audio (wyposażenie radiowe, sprzęt do nagrywania, miksujący, etc). Pierwszą marką Revox był Dynavox. Pod nią powstał pierwszy magnetofon szpulowy Dynavox 100, a wkrótce pojawił jego sukcesor - już pod logo Revox - T26. W 1960 roku wyprodukowano stereofoniczny magnetofon D36, w 1963 - G36, a potem, w 1967 roku, udoskonalony A77 ze sterowanym elektronicznie mechanizmem "direct drive capstan". Oba modele okazały się być wielkim sukcesem - sprzedały się w ilości ponad 80 000 sztuk. Generalnie Revox głównie koncentrował się na technice zapisu/odczytu magnetofonowego, którego stał się wręcz synonimem. Synonimem maksymalnego zaawansowania i innowacyjności. Można tu wymienić kilka modeli magnetofonów z brzegu: Revox A700, B77, PR99 i PR99 MKII, a także późniejsze C274 i C278. Szczytem technologicznym był magnetofon B215 sterowany trzema mikroprocesorami, a wprowadzony na rynek już w 1985 roku.

We wczesnych latach 80-tych XX wieku Revox zainwestował w konstrukcje sprzętu high-fidelity. Tak najpierw powstała seria B7xx, a w połowie lat 80-tych - seria B2xx. Produkowano liczne wzmacniacze, amplitunery, odtwarzacze CD, magnetofony, itp. Do dziś sprzęty te uchodzą za przykład nie tylko doskonałego dźwięku, zaawansowanych technologii, ale także specyficznego, bo jedynego w swoim rodzaju, designu. Opierał się on na skrzyżowaniu funkcjonalności, użyteczności ze studyjną powierzchownością, co wynikało z faktu, iż większość sprzętów Revox wprost wywodziło się ze studyjnej firmy-matki Studer. Na przykład odtwarzacze płyt CS Revox B225 i B226 w większości konstrukcyjnie opierały się na profesjonalnych Studer A725 i A727. Podobnie było z większością tunerów radiowych. W 1994 roku Revox stał się częścią amerykańskiego koncernu Harman International, zaś w 1996 roku zmarł założyciel firm Revox/Studer pan Willi Studer. Obecnie Studer wchodzi w skład Harman International, z kolei Revox jest własnością większościowych szwajcarskich udziałowców instytucjonalnych i prywatnych. Chodzą słuchy, że w Revox trwają prace nad wznowieniem produkcji magnetofonów...

Ciekawa strona m.in. o Revox i jej historii TUTAJ.

Radioodbiorniki Revox
Revox technologię odbioru fal radiowych z eteru zaaplikował już w bardzo wczesnych produktach, albowiem już magnetofon szpulowy T26 wyposażony był w prosty radioodbiornik, a był to rok 1951. Jednakże pierwszy niezależny tuner radiowy powstał dopiero w 1969 roku - to model A76. Produkowany był nieprzerwanie do 1977 roku, choć w kolejnych generacjach MKII i MKIII. W 1973 roku zaprezentowano wysokiej jakości radioodbiornik/przedwzmacniacz A720, a wkrótce potem - w 1978 roku - model B760, który kosztował podówczas aż 1 650 USD. W 1983 roku przedstawiono nowy radioodbiornik B261, który wkrótce (rok 1988) otrzymał aż trzech następców B260, B260-S i B260-E. W międzyczasie (1986 rok) wprowadzono wzmacniacz z tunerem oznaczony jako B286, jak i B285. Co ciekawe, B286 występował także w wersji wyłącznie FM. W 1987 roku zdecydowano o rozpoczęciu produkcji modelu niższego B160, a potem od 1992 roku - C160. 1990 rok to start modelu H6, a potem cyfrowego H7. Historia produkcji radioodbiorników w Revox kończy się pod koniec XX wieku - w 1993 roku pojawił się B26 Emotion (koszt to 1 600 CHF) i, póki co, jest zdaje się ostatnim.

Studer A726, czyli studyjna wersja tunera Revox B261 (zdjęcie z internetu)

Revox B261
Produkowany był przez Revox/Studer w szwajcarskim zakładzie w Loffingen w latach 1982 - 1987. Kosztował wówczas 2 125 CHF (albo 1 500 USD). Jego bezpośrednim następcą był model B260 (oraz model specjalny B260-S) produkowany w latach 1988 - 1991. B261 ma design typowy dla firmy Revox/Studer, czyli stricte nawiązujący do studyjnego. Taka stylistyka może się podobać lub nie, ale trudno jej odmówić oryginalności oraz wyjątkowości. Na pewno trudno pomylić ja z innymi markami. Warto wiedzieć, że w Revox B261 to w rzeczywistości "domowa" wersja radioodbiornika studyjnego Studer A726 (zobacz TUTAJ) - te dwa modele różnią się w istocie tylko tym, że ten drugi ma na froncie specjalne uchwyty do mocowania w rackach.

Tuner zamknięty jest w stalowej obudowie, front to aluminiowa płyta z mnóstwem przycisków i regulatorów. Duża część regulatorów jest przykryta zdejmowaną szybką z przezroczystego tworzywa sztucznego - pod nią znajdują się m.in. przyciski do sterowania licznymi funkcjami dostrajania częstotliwości, w tym wybór automatycznego strojenia w krokach 50 kHz lub 12,5 kHz (0,5 MHz lub 0,0125 MHz), detunowania częstotliwości w przedziałach 0,0125 MHz. Są także regulatory do ustawiania mono/stereo, wyciszania, kalibracji, przyciski wyboru drugiej anteny (antena A/B), separacji kanałów, ale także gniazdo słuchawkowe 6,3 mm wraz z regulacją głośności, co było (i jest) bardzo rzadko spotykane w radioodbiornikach.

Nad szybką/klapką zamontowano dwa wyświetlacze (podświetlane fluorescencyjnie na jasno-zielono) - pierwszy, prawy ma dwa wskaźniki wychyłowe sygnalizujące siłę sygnału i skalę dostrojenia, zaś drugi LCD może wyświetlać listę nazw, zaprogramowanych numerów lub częstotliwości stacji. Specjalny regulator do tego służący znajduje się pod akrylową szybką. Na linii wyświetlaczy, po ich prawej stronie znajdują się długie dwa rzędy dwudziestu dwóch aluminiowych przycisków strojenia stacji, a na ich prawej skrajnej stronie umieszczono duży, pojedynczy dwudziesty trzeci przycisk - to włącznik/wyłącznik zasilania. Jak widać, radioodbiornik B261 jest bardzo bogato wyposażony - można na różne sposoby bawić się dostrajaniem sygnału i wyborem różnych funkcji. Funkcjonalność jest wręcz doskonała. Tuner był opcjonalnie wyposażany w pilot zdalnego sterowania B201.

Brzmienie Revox B261 charakteryzuje się dużą selektywnością, czystością oraz nieprawdopodobną przestrzennością. To jeden z najlepiej brzmiących tunerów z jakimi miałem od czynienia! (Lepszy był tylko polski Amplifikator FM). Zresztą nie dziwota to. Na niemieckojęzycznych forach uważa się, że ​​B261 "jest równy jest topowemu modelowi B760 we wszystkich aspektach". Dodatkowo, że jest "prawie niezniszczalny i brzmi fantastycznie. Niestety, Rexox B261 do wysoce klarownego, mocnego i przestrzennego dźwięku potrzebuje porządnej anteny. To nie jest wysoce czuły japoński tuner, który dobrze stroi na tzw. kawałku drutu. Revox wymaga co najmniej kilku metrów kabla antenowego, a najlepiej profesjonalnej anteny. Wówczas odwdzięczy się krystalicznym i czystym dźwiękiem o fantastycznym rozciągnięciu oraz głębi. Referencyjnym.

Cały prospekt/instrukcja obsługi Revox B261 dostępny jest TUTAJ. Całość w PDF - TUTAJ. Prospekt w języku niemieckim - TUTAJ.

* * *

W Polsce marka Revox/Studer nie jest zbyt popularna, w przeciwieństwie do krajów niemieckojęzycznych gdzie ma status kultowej. Być może bierze się to z tego, że w Polsce do niedawna występowały spore kłopoty z serwisowaniem sprzętów Revox. Na szczęście powstało kilka bardzo rzetelnych serwisów, które wyspecjalizowały się także w urządzeniach Revox, w tym i warszawski Nomos. Zresztą dla chętnego nic trudnego, w Sieci do znalezienia są liczne firmy zajmujące się naprawą i serwisem Revox/Studer - chociażby niemiecki Revox-Online (zobacz TUTAJ). Ponadto, jak wiadomo, Revox/Studer mają własny format wtyków zasilających, więc kabel sieciowy ze "zwykłym" wtykiem nie będzie tu pasować. Często można słyszeć opinie, że oryginalny kabel sieciowy Revox to koszt kilkuset złotych. A tymczasem takowy kabel bez żadnych problemów można nabyć za kilkanaście Euro (zobacz TUTAJ), czyli około 50 PLN.

Kopalnia informacji o Studer/Revox w języku niemieckim - TUTAJ.
Szwajcarska strona Revoxsammler - TUTAJ.
Dużo informacji o Revox, o dziwo, na polskojęzycznych stronach Wikipedii - TUTAJ.



Zdjęta akrylowa szybka przykrywająca dolną partię regulatorów

Dwa duże fluoroscencyjne wyświetlacze



Po prawej - gniazdo słuchawkowe 6,3 mm wraz z regulacją siły głosu; po lewej - gniazdo 6,3 mm wyjścia z przedwzmacniacza wraz z regulacją siły głosu


Ilość regulatorów, przycisków i funkcji przyprawia o zawrót głowy


Ponadczasowy design

Logo ReVox z 1966 roku

Poster B261 z katalogu Revox z 1986 roku (zobacz TUTAJ)

Revox B261 w studio i w domu

Wieża Revox; na pierwszym planie pilot zdalnego sterowania IR - dwie powyższe reprodukcje pochodzą z katalogu Revox z 1984 roku (zobacz TUTAJ)

środa, 9 sierpnia 2017

Interkonekty XLR: Monkey Cable Concept i Monkey Cable Clarity




Wstęp
Już raz na Stereo i Kolorowo miałem do czynienia z przewodami Monkey Cable, ale było to dawno, a kable te jedynie "przeleciały" podczas innej recenzji. Było to przy okazji testu kolumn Definitive Technology BP8060 "Super Towers" (czytaj test TUTAJ
) a zastosowane przewody to subwooferowe Monkey Cable serii Clarity. Głośniki Definitive Technology wymagają przewodów subwooferowych albowiem są to kolumny hybrydowe, częściowo pasywne (tony wysokie i średnie), a częściowo aktywne (tony niskie). Kable Monkey przyniosły wówczas poprawę i wyrównanie basu, który otrzymał większy wolumen oraz propagację, ale także i kontrolę, punktualność oraz zwartość. Mówiąc krótko – stał się doskonalszy i czystszy.

Niedawno, bo w pod koniec czerwca białostocki dystrybutor Rafko, przesłał mi testów kilka kompletów kabli Monkey Cable, prosząc abym spokojnie się z nimi zapoznał, a potem ewentualnie napisał test. I tak, przez cały lipiec osłuchałem je w różnych konfiguracjach, dziś w pierwszej dekadzie sierpnia publikuje test.

Kilka słów o firmie Monkey Cable
Monkey Cable zostało założone przez pana George'a Parnella w Hampshire (United Kingdom) w 2010 rok, czyli stosunkowo niedawno. Jak można przeczytać na firmowej stronie: "Marka Monkey powstała, aby ułatwić wybór współczesnym konsumentom na rynku audio-video". Stąd narodził się pomysł zaprezentowania trzech odmiennych serii dla zasadniczo różnych użytkowników. Na niełatwym, bo przepełnionym rynku akcesoriów zdecydowano się zaprojektować produkty w myśl zasady - "należy zacząć tam, gdzie inni skończyli". Dlatego materiały z których wyprodukowano poszczególne serie okablowania są o poziom lepsze od najlepszych oferowanych na rynku (w porównywalnej cenie) . W przeciwieństwie do innych marek, w Monkey Cable postanowiono budować przewagę konkurencyjną przede wszystkim produktami - ich jakością oraz - oczywiście - brzmieniem. Tzw. magiczny marketing tu nie istnieje, rzetelność stoi na pierwszym miejscu.

Tak Monkey Cable pisze o sobie: "Niezależnie od serii, którą wybierzesz możesz być pewny, że wszystkie nasze produkty spełniają poniższą charakterystykę:
- produkowane są z materiałów o parametrach lepszych niż konkurencyjne produkty w danym segmencie cenowym,
- produkujemy z użyciem najlepszych technik mechaniki precyzyjnej,
- produkujemy wg. własnych innowacyjnych projektów - nie stosujemy brandingu produktów innych producentów pod naszą marką,
- szanujemy Twój czas i pieniądze - otrzymasz od nas dożywotnią gwarancję na produkty Monkey Cable".

Aktualna oferta Monkey Cable jest zaskakująco bogata i szeroka. Obejmuje trzy zasadnicze serie: podstawową Concept, średnią Clarity i nieco wyższą Connoisseur. Brak tu przewodów high-endowych, czy nawet high-fidelity w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, czyli audiofilskim. Przewody Monkey Cable rzadko przekraczają cenę 1 000 PLN, a jeżeli już to są to zaawansowane kable HDMI serii Connoisseur. Portfolio zawiera rozmaite przewody RCA, XLR, głośnikowe, subwooferowe, cyfrowe, optyczne, HDMI i inne. Brak przewodów zasilających. Projekty i koncepcje kabli Monkey Cable powstają w Wielkiej Brytanii, zaś cała produkcja odbywa się w Państwie Środka, co jest normą we współczesnym świecie.


Cały katalog wraz z cennikiem dostępny jest pod TYM linkiem.

Wrażenia ogólne i budowa
Dystrybutor Rafko do testów przesłał mi trzy komplety kabli: Monkey Cable Concept 2 x XLR 1,2 m (zobacz TUTAJ), Monkey Cable Clarity 2 x XLR 1,2 m (zobacz TUTAJ), a także cyfrowy (koaksjalny) Monkey Cable Clarity Coaxial 1 m. Do niniejszej recenzji wybrałem dwa pierwsze, zaś o tym trzecim jedynie wspomnę. Nie żeby Clarity Coaxial był jakiś gorszy, ale musiałem dokonać jakiejś selekcji na potrzeby testów, a trudno porównywać ze sobą przewód koaksjalny z analogowym. Postanowiłem skupić się na odsłuchach zbalansowanej transmisji sygnału audio, o czym szerzej w rozdziale "Wrażenia dźwiękowe".

Monkey Cable Concept XLR
To podstawowe przewody XLR w firmowej ofercie; występują w dwóch różnych długościach: 0,6 m i 1,2 m. Pomimo że są to najtańsze kable XLR Monkey, to jakość wykonania, estetyka i solidność zastosowanych materiałów są wręcz przykładne. Rzetelne polerowane i lakierowane wtyki XLR pokryte 24-karatowym złotem (na złączach), wysokiej jakości przewody otulone izolację w niebieskim kolorze. Żyły wykonane z miedzi OFC o czystości 99,999 %, konstrukcja wewnętrzna Quad-Core Pro Studio, złącza 4 x 22 AWG (19 AWG na kanał), podwójny ekran w 95 % pokryta oplotem. Średnica pojedynczego przewodu wynosi 9 mm.

Monkey Cable Clarity XLR
Reprezentują średnią serię Clarity; występują, podobnie jak przewody Concept, w dwóch długościach: 0,6 m i 1,2 m. Wykonanie i estetyka stoją oczywiście na jeszcze wyższym poziomie niż w Concept, choć większość parametrów technicznych jest identyczna. Wtyki XLR są odlewane, polerowane, częściowo chromowane, a częściowo pokryte lakierem. Złącza są pokryte 24-karatowym złotem. Końcówki są elastyczne, dopasowują się do gniazd zapewniając pewność styków. Żyły wykonane z miedzi OFC o czystości 99,999 %, konstrukcja wewnętrzna Quad-Core Pro Studio, złącza 4 x 22 AWG (19 AWG na kanał), potrójny ekran (w Concept jest podwójny) w 95 % pokryta oplotem. Średnica pojedynczego przewodu wynosi 11 mm. Przewody pokryte są czarnym oplotem.

Monkey Cable Clarity Coaxial 1 m
Dla porządku podaję jeszcze dane przewodu koaksjalnego. Żyła wykonana z miedzi OFC o czystości 99,999 %, potrójny ekran w 95 % pokryta oplotem (płaszczem) z mylaru. Wtyki pokrywane 24-karatowym złotem.


Opakowania Monkey Cable Clarity i Concept

Sposób pakowania Clarity XLR zasługuje na duże uznanie



Więcej niż solidne wtyki XLR serii Clarity


Wtyki XLR mają konektory złocone 24-karatowym złotem

Czarny zewnętrzny oplot kryje trzywarstwowy ekran ochronny


Ekonomiczne opakowanie Concept XLR; aby je otworzyć, należy je rozciąć


Concept XLR zaraz po wyjęciu z opakowania są nieco pogięte; trzeba trochę czasu, aby się rozprostowały


Całkiem niezłe wtyki jak na ekonomiczną cenę przewodów


Niebieska zewnętrzna izolacja ciekawie się prezentuje



Opakowanie przewodu cyfrowego Monkey Clarity Coaxial

Monkey Clarity Coaxial ma potrójny ekran; na zewnątrz płaszcz z mylaru




Wrażenia dźwiękowe
Monkey Cable Concept XLR i Clarity XLR wpinałem pomiędzy wzmacniacze Hegel H160 i Pathos Classic One MKIII, a przedwzmacniacz gramofonowy Musical Fidelity MX-VYNL lub DAC Questyle CMA400i. Używałem też powyższe przewody do monitorów aktywnych Fostex PM0.5d. Wszystkie te urządzenia wyposażone są w gniazda symetryczne. Pozostała część urządzeń towarzyszących wymieniona jest na końcu niniejszego tekstu. Interkonekty XLR porównawcze to Melodika Purple Rain MD2X20 (test TUTAJ), XLO PRO (test TUTAJ) i Audiomica Laboratory Rhod Reference (test TUTAJ). 

Przewody Clarity XLR kosztują w Polsce niecałe 1 300 PLN, ale patrząc na ich precyzyjne wykonanie i ogólną doskonałą prezencję, producent bez problemu mógłby na nie zażądać co najmniej ze dwa razy więcej. Tym bardziej, że brzmieniowo charakteryzują się niezłym zaawansowaniem. Dźwięk jest otwarty i szczegółowy, barwny i energetyczny, a także zaprawiony w masę i substancję. Żyzny. Co ciekawe, brzmienie jest przykładnie neutralne, pozbawione podbarwień, zabarwień i podkręceń. Czyste. Blisko mu do stuprocentowego dźwięku studyjnego, co jest sporą zaletą. Przekaz jest równy, spójny i  proporcjonalny. Bez agresji, bez afektacji, bez bezczelności - to granie wyraźne i pełne, ale uprzejme i kulturalne. Clarity XLR to świetny wybór do systemów audio wyższej klasy niż budżetowa, myślę że co najmniej do średniej. Przewód ten z DACiem Questyle CMA 400i stworzył fascynujący i synergiczny duet.

Natomiast Concept XLR mają podobną sygnaturę brzmieniową jak Clarity XLR -  spójne, masywne i dynamiczne, a równolegle nieźle naturalne i neutralne, bo wyważone i symetryczne. Cechujące się dźwięcznością oraz plastycznością. Co istotne, nie ma tu żadnych ostrości, ani szklistości. Owszem, Concept nie mają wyższego zaawansowania typowego dla przewodów Clarity, ale ogół przekazu mają identyczny. Dlatego najlepszym dla nich przeznaczeniem będą urządzenia niewymagające głębokiej finezji, ale potrzebujące masy i energii. Na pewno sprawdzą się jako interkonekty dla wzmacniaczy tranzystorowych i monitorów aktywnych. Pierwszorzędny wybór, a do tego wyjątkowo ekonomiczny - atrakcyjny. Bardzo dobra proporcja jakość/cena.

Ceny w Polsce
Monkey Cable Clarity XLR 1,2 m - 1 299 PLN,
Monkey Cable Concept XLR 1,2 m - 569 PLN,
Monley Cable Clarity Coaxial 1 m - 299 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Audion Sterling 20th Anniversary EL34, Pathos Classic One MKIII (test TU) oraz Cayin A-55 TP (test TU).
Kolumny: Living Voice Auditorium R3 (test TU), Pylon Diamond 28 (test TU), Inaudio FB200 C (test TU), Studio 16 Hertz Canto Grand (test TU) i Guru Audio Junior (test TU), a także kolumny aktywne Fostex PM0.5d (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO.
Odtwarzacze sieciowe: Onkyo NS-6170 (test TU) i Auralic Aries Mini.
DAC: Questyle CMA400i (test TU) i iFi micro iDSD Black Label (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Dell Latitude E6440.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładki gramofonowe: Goldring 1042 (test TU) i Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU) i 1ARC Arrow SE (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900 i Revox B 261.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH-610 (test TU), Fostex TH-7, Meze 99 Neo (test TU), MEE Audio Matrix 2 (test TU) i Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU).
Wzmacniacz słuchawkowy/DAC: Questyle CMA400i (test TU).
Kondycjoner sieciowy: Xindak PC-200V (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...