S

S

MA

Premium Sound

Polpak

niedziela, 29 maja 2016

DAC Schiit Bifrost Multibit


Wstęp
Urządzenia amerykańskiej firmy Schiit Audio dość często goszczą na łamach Stereo i Kolorowo. Przypomnę, że do tej pory opisywałem wzmacniacze słuchawkowe Schiit Asgard, Schiit Asgard 2 i Schiit Valhalla 2, a także przetwornik cyfrowo-analogowy Schiit Bifrost (czytaj TUTAJ). Tytułowy Schiit Bifrost Multibit to nowa, ulepszona wersja DACa z zaimplementowanym modułem Multibit, o czym szerzej za chwilę. Przetwornik przyjechał do mnie z warszawskiego Audiomagic.pl.

Właścicielem i głównym konstruktorem Schiit Audio jest pan Jason Stoddard. Przez ostatnie kilka lat zdobył duże uznanie i aprobatę wielu melomanów swą bezpośredniością (często publikuje posty na forum słuchawkowym Head-Fi) i komunikatywnością. Wiele nowych produktów przygotowuje na skutek dyskusji i wymiany poglądów z użytkownikami sprzętów Schiit Audio. Bardzo to chwalebne. Zaś w jego firmie pracują dowcipni i pełni luzu ludzie. Patrząc na rozbudowaną firmową ofertę, zaangażowanie w sprawę audio oraz kreatywność i innowacyjność  personelu jasno widać, że traktują oni swoje produkty niezwykle poważnie, choć z dystansem podchodzą do poważnego marketingu (patrz nazwa firmy, która może kojarzyć się dość nieprzyjemnie). Schiit Audio obecnie wytwarza kilka modeli wzmacniaczy słuchawkowych, parę przetworników cyfrowo-analogowych oraz różne akcesoria, w tym i interkonekty RCA. Warto podkreślić, że wszystkie produkty powstają w USA, w Kalifornii.

Wrażenia ogólne i budowa
Jak obiecał wcześniej pan Jason Stoddard, przetwornik Bifrost wraz z postępem rozwoju technologii USB i konwersji cyfrowo-analogowej będzie mógł być swobodnie rozbudowywany, bowiem układy USB i DAC są od siebie oddzielone i zamontowane modułowo na osobnych płytkach, które po prostu łatwo wyjąć i wymieniać na nowe, kiedy Schiit takowe skonstruuje i dostarczy - co zapewni ciągły i nieskończony upgrade DACa. Ponadto Schiit informował że: „wadą znacznej większości DACów w tym przedziale cenowym jest to, że poświęcają każdą próbkę muzyki z osobna tylko po to, żeby zdobyć te magiczne 192 kHz”. Każde wejście przekierowane jest do tego samego konwertera częstotliwości próbkowania i upsamplowane do 24-bit/192 kHz. Bifrost zrywa z tą tradycją na rzecz zaawansowanego systemu zarządzania głównym zegarem, żeby dostarczyć informacje bit-perfect do przetwornika, zachowując wszystkie oryginalne próbki – niezależnie, czy 16-bit/44.1 kHz, czy 24-bit/192 kHz. Dlatego skonstruowano moduł Multibit, który można zaaplikować na miejsce dotychczasowego w Bitfrost. Operacja ta jest łatwa – wystarczy odkręcić kilka śrubek, wyjąć stary moduł, włożyć nowy. Przykręcić. Nie trzeba nic lutować. Podobnie wymienia się moduł USB. Fenomenalna rzecz. Niestety, jest tu ziarno goryczy. W przypadku wymiany płytki na Multibit należy przeprogramować cały DAC, to zadanie najlepiej zlecić autoryzowanemu serwisowi.

Innymi słowy, dla usystematyzowania rzeczy. Schiit Bifrost można upgrade’ować trzema niezależnymi modułami (płytkami): modułem DAC Multibit (zobacz TUTAJ), modułem Schiit 4490 (zobacz TUTAJ) lub modułem USB 2 (zobacz TUTAJ). Po kolei je omówię. Płytka Multibit (koszt to 250 USD) zawiera precyzyjny przetwornik Analog Devices AD5547 wojskowo/medycznej klasy oraz specjalny filtr cyfrowy zaprojektowany przez firmę Schiit. To filtr cyfrowy oparty na procesorze Analog Devices SHARC DSP. Multibit wykorzystuje tę samą opatentowaną zamkniętą formę cyfrową algorytmu filtra jak Yggdrasil i Gungnir Multibit, ale działa na niższym poziomie z mniejszym natężeniem w celu dopasowania ciągu Bifrost. Oferuje tryb dla 16- i 24-bitowych wejść ze współczynnikami próbek 176.4 kHz i 192 kHz

Z kolei moduł 4490 ma zaimplementowany nowy przetwornik Asahi Kasei AKM4490 Verita używany np. w topowym przetworniku Hegel HD30 (!), czy w Astell&Kern AK380. Sygnał cyfrowy jest konwertowany na analogowy, a następnie prowadzony w wyrafinowanej, pełni dyskretnej ścieżce (bez kondensatorów!), dopiero na końcu sumujący się. Zaś płytka USB 2 to nowa karta USB (dla Bifrost i Gungnir), która poprawia wydajność USB. Pozwala cieszyć się muzyką zakodowaną do 24-bit/192 kHz. Wyposażona jest w odbiornik C-Media CM6631A, dodatkową izolację i filtrowanie. Jak pisze Schiit Audio, wejście USB Gen 2 przewyższa zewnętrzne konwertery USB-SPDIF, które kosztują nawet kilka razy więcej.

Myślę, że nie ma potrzeby ponownie opisywać powłoki cielesnej DACa, bo jest identyczna jak w poprzedniej wersji. Estetyczna, aluminiowa obudowa, na froncie przycisk, kilka białych diod, a z tyłu wejście sieciowe IEC, trzy gniazda cyfrowe i para wyjść analogowych RCA.




Design typowy dla Schiit Audio

Obudowa to aluminium i stal

Minimalistyczny front

Minimalistyczny tylny panel

Made in USA



Przykładna konstrukcja wewnętrzna

Moduł Multibit

Moduł USB 2

Solidne trafo

C-Media CM6631A


Wrażenia dźwiękowe
Przypomnę. Do mnie dotarła nowa wersja Schiit Bifrost Multibit, czyli z zamontowanym modułem Multibit (DAC Analog Devices AD5547) oraz płytką USB 2 (odbiornik C-Media CM6631A) i właśnie taką niniejszym testuję.

Zanim przejdę do opisu Bifrost Multibit, zacytuję co napisałem o jego poprzedniku około dwa lata temu: „Schiit Bifrost ma niezwykle przyjemny i entuzjastyczny styl grania – gładki (ale nie wygładzony), lekko ocieplony, ciut posłodzony, z gęstą i plastyczną średnicą, która wspaniale pokazuje masę (substancję) instrumentów i bogactwo kolorów ludzkich głosów. Rasowa barwa, przykładna dynamika, niezła separacja dźwięków oraz przejrzystość brzmienia to największe atuty Schiita. Bardzo dobry przetwornik c/a w swojej polskiej cenie 2 150 PLN”. Muszę szczerze przyznać, że DAC ten wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie i zapamiętałem go jako więcej niż rzetelny przetwornik. Jako konwerter o rasowym brzmieniu godnym pochwały. A teraz przystępuję do Multibit.

Krótko pisząc, Multibit to zupełnie inny DAC pod względem brzmienia niż opisywany wcześniej Bitfrost. Więcej w nim zaangażowania, energii, natężenia i bogactwa dźwięku. Wyższy jest poziom plastyczności i lekkości tonalnej, wyraźniejsze są pojedyncze nuty, więcej jest precyzji w oddawaniu instrumentów i wokali. Ponadto przestrzeń rozciąga się szerzej i głębiej. Takie są pierwsze odczucia, czyli jest naprawdę nieźle. Nie wiem, czy Schiit Audio konstruując moduł Multibit nie strzela sobie w stopę, bo zaawansowanie jego dźwięku z pewnością dorównuje droższemu przetwornikowi Gungnir, a nawet dzielnie spogląda w stronę referencyjnego Yggdrasil, który kosztuje przecież około 10 000 PLN.

Można zaryzykować następujące twierdzenie: Multibit jest zaskakująco inny się od wielu DACów. Pozwala wejść w intymną zażyłość z nagraniami, które prezentowane w taki sposób, że bez problemu można ulec wrażeniu ich ożywania, naturalności, a nie sztucznego zapisu. Muzyka pochodzi z odległej, atramentowej czerni przestrzeni - przypływa i odpływa z bezpretensjonalną płynnością. Dźwięk ma solidne oparcie tonalne, jest skupiony i prężny. Posiada oszlifowaną gładkość i zasobną głębokość, co wprost budzi skojarzenia z wysublimowanym high-endem. Co istotne, brak tu cyfrowego połysku, w zamian pojawia się specyficzna miękkość - jest aksamitność, jest symetria, jest sensualność. Dzięki temu wyraźnie słychać przerwy między nutami, ich początek, środek i koniec, a także długość, rozciągliwość, giętkość. Wielu konstruktorów przetworników usiłuje znaleźć optymalny balans pomiędzy gładkością a szczegółowością, ustawia więc jedno przeciw drugiemu, zaś Multibit znakomicie łączy obie te cechy. Jest jednocześnie analityczny i kremowy, szczegółowy i płynny. Zapewnia więcej miejsca wokół poszczególnych instrumentów, napowietrza scenę, rozszerza granice lokalizacji muzyków, zwiększa odległość pomiędzy muzykami i słuchaczem. Odsłania wiele subtelności, pokazuje odpowiedni wymiar przestrzeni, dba o cyzelunek, dostarcza dynamikę, nasącza muzykę życiem. Bifrost Multibit to akcelerator dźwięku, katalizator tonalny i eksplorator nagrań. Pokazuje piękno i ujawnia detal, aczkolwiek czyni to proporcjonalnie i racjonalnie. Całość brzmi przekonująco i atrakcyjnie. Pełnokrwiście.

Konkluzja
Co tu dużo podsumowywać? Schiit Bifrost Multibit to rewelacyjny DAC. W swojej cenie "pogrąża i niszczy" inne przetworniki swym doskonałym zaangażowaniem tonalnym, wysublimowaną dźwięcznością, a także pięknym cyzelunkiem szczegółów. Robi to czysto, umiejętnie i atrakcyjnie – zupełnie jak konwerter ze znacznie wyższej półki; dzięki niemu można poczuć realny smak i zapach muzyki.

Cena w Polsce - 2 990 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU), Musical Fidelity M6si (test TU), Audia Flight FL Three S (test TU), Cayin CS-55 A (test TU), Haiku-Audio Bright MK3 (test TU), Denon DRA-100 (test TU) oraz Dayens Ecstasy III (test TU).
Kolumny: Triangle Esprit Antal EZ (test TU), Pylon Opal 23 (test TU), Q-Acoustics 3020 (test TU) i Guru Audio Junior (test TU).
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, S.M.S.L. M8 (ES9018 24 Bit/384 kHz DSD DAC) i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro, Asus Pro P43E i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nottingham Analogue Horizon z Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Primare R32 (test TU) i Trilogy 906 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550, Sansui TU-666 i Sansui TU-5900.
Magnetofony kasetowe: Nakamichi Cassette Deck 1 i Akai GXC-325D.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: RHA MA750 (test TU), Final Sonorous II (test TU), Final Sonorous III, Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Cayin C5 DAC (test TU), S.M.S.L. SAP-8 i Divaldi AMP-01 (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Przewód zasilający KBL Sound Fluid (test TU). Kabel zasilający, przewody głośnikowe i interkonekty RCA Perkune Audiophile Cables. Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker (test TU) i Melodika Brown Sugar BSC 2450 (test TU). Seria XLO UltraPLUS.
Akcesoria: podstawa pod gramofon Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki Sevenrods Speaker Jumper.



czwartek, 26 maja 2016

[Audio vintage]: radioodbiornik Sansui TU-666




Opisywany radioodbiornik został wypożyczony z warszawskiego salonu/serwisu Nomos Audio Vintage.

Wstęp
Przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku to początek bardzo intensywnego rozwoju Sansui Electric Co. Ltd., który apogeum osiągnął w końcu lat siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych. To japońskie przedsiębiorstwo zostało założone w 1947 roku w Tokio. Na początku produkowało wyłącznie kondensatory, by w latach sześćdziesiątych rozpocząć wytwarzanie sprzętu audio. Wdrożono do produkcji masę własnych opracowań, często innowacyjnych i niepowtarzalnych (np. kwadrofoniczny Regular Matrix QS, czy dekoder QS Vario), produkowano wiele odmian wzmacniaczy, amplitunerów, magnetofonów, gramofonów i oczywiście tunerów. To wówczas powstawały tzw. giganty Sansui – na przykład wzmacniacze AU-517, AU-717 i ich nowsze wersje AU-719, AU-819 oraz AU-919, a także topowy zestaw pre/amp CA-F1/BA-F1, ale również AU-7900, AU-2000, AU-D9, AU-X11 i wiele innych. Niestety, oryginalne standardy opracowane przez Sansui nie przyjęły się globalnie, więc we wczesnych latach osiemdziesiątych firma gwałtownie zaczęła tracić rynek na rzecz takich konkurentów jak japońskie Sony, Pioneer i Technics. Przedsiębiorstwo zaczęło ciąć koszty, co radykalnie odbiło się na jakości urządzeń, które zamiast być, jak do tej pory, wybitne, stały się przeciętne – jednymi z wielu. Zmieniono logo, zamknięto niektóre oddziały. Do lat świetności Sansui nigdy nie powróciło. Obecnie (od 1999 roku) jest własnością dalekowschodniego Grande Holdings, grupującego tak znane inne firmy jak Nakamichi i Akai. Czekają uśpione w chińskiej zamrażalce na lepsze czasy, które być może kiedyś nadejdą.

Tunery Sansui
Jak można przeczytać w zasobach Internetu (np. na stronie HiFiEngine), Sansui wdrożyło do produkcji aż około pięćdziesiąt (!) modeli tunerów radiowych, co jest ilością wręcz nieprawdopodobną. Wytwarzane były proste radioodbiorniki jak T-60, TU-3900, TU-317, TU-S33, klasy średniej TU-5900, TU-7900, TU-417 i TU-517, wyższej TU-9900, czy TU-919, aż po ekstremalnie referencyjne TU-X1 i TU-X711. Warto wiedzieć, że model TU-X1 produkowany w latach 1979-1980 kosztował wówczas aż 980 USD, co było sumą zawrotną.

Na przełomie lat 60-tych i 70-tych Sansui wprowadziło kilka tunerów analogowych tzw. serii TU-XXX, czyli z symbolami składającymi się z trzech takich samych liczb. Powstało w sumie pięć modeli: TU-555 (data wdrożenia - 1968 rok), TU-666 (1970 r.), TU-777 (1968 r.), TU-888 (1971 r.) i TU-999 (1970 r.). Oczywiście, nie trzeba dodawać, że TU-555 był tunerem podstawowym, a TU-999 – klasy wyższej. Jest to klasyczna linia Sansui, charakteryzuje się przede wszystkim nietypową, okrągłą skalą strojenia (w kształcie tarczy), a także nieco mniejszą szerokością niż to zazwyczaj ma miejsce (33 cm vs. 44 cm). W związku z tym, są to obecnie poszukiwane i cenione egzemplarze.

TU-666
TU-666 to komplet do wzmacniacza zintegrowanego Sansui AU-666. Był produkowany w latach 1970 – 1973 w dwóch wersjach kolorystycznej skrzynek obudowy (wykonanych z drewna) czarnej i jasnobrązowej. Generalnie rzecz biorąc, Sansui TU-666 to piękny przykład jak perfekcyjnie mógł być zbudowany i wyposażony radioodbiornik ponad 40 lat temu. Cechuje się niebanalnym designem, który można określić jako lekko retro. Odpowiada za to skala częstotliwości w kształcie tarczy, dodatkowo podświetlana od spodu. W rezultacie skala przybiera jasnozielony kolor (na czarnym tle) co wygląda intrygująco. Obok skali zamontowano (pod wspólną szybką) wskaźnik dostrojenia częstotliwości. To także jasnozielona skala (pięciostopniowa) z czerwoną strzałką. Nad skalą umieszczono czerwoną diodę, która zapala się po wykryciu sygnału stereo. Na froncie, po prawej stronie zamontowano dwa regulatory – częstotliwości i selektor FM mono/FM auto/AM. Po lewej stronie znajduje się przycisk sieciowy (nad nim pomarańczowa dioda sieciowa) oraz dwa przełączniki: wyciszania szumów podczas strojenia oraz wyciszania zakłóceń radiowych (Muting). Z tyłu umieszczono gniazda antenowe (trzy pary zacisków sprężynowych), wysuwaną antenę AM, suwak dostrojenia sygnału, bezpiecznik oraz parę gniazd wyjściowych RCA. Brak gniazd DIN, co może wydawać się dziwne jak na tuner z początku lat 70-tych. Jednak Japończycy, w przeciwieństwie do Europy, w tamtych latach rzadko je montowali.

Pomimo faktu, że TU-666 to konstrukcja ponad 45 letnia, to jakość dźwięku jaką reprezentuje jest wprost fenomenalna. Nie dość, że doskonale stroi na zwykłym kawałku drutu (u mnie dostrojenie sygnału osiągało poziom 4,5 - 4,7 na 5-cio stopniowej skali), to brzmienie jest czyste, klarowne, krystaliczne – bez wyczuwalnych zakłóceń i szumów tła transmisji. I to bez włączonego filtra szumów! Dźwięk jest bardzo przestronny, z wyczuwalną szeroką sceną, nasyceniem tonalnym. Plastyczny i potoczysty. Instrumenty są dźwięczne, mają gładkie kontury. Z kolei głosy ludzkie brzmią bardzo wyraźnie, a jednocześnie jedwabiście. Miękko i autentycznie. TU-666 to piękny radiowy dźwięk, wręcz urzekający swą analogową estetyką.

Dane techniczne dostępne na stronie Audio Database.
Prospekt Sansui AU-666/TU-666 dostępny TUTAJ.









Skala dostrojenia częstotliwości FM/AM w kształcie tarczy






Porównanie z radioodbiornikiem Sansui TU-5900; jak widać, TU-666 to wcale nie ułomek

środa, 25 maja 2016

Słuchawki Final Sonorous III - zapowiedź testu

Po ubiegłorocznych testach słuchawek Final Audio Design Pandora Hope IV oraz Pandora Hope VI, a także niedawnym opisie nowych Final Sonorous II, przyszła pora na kolejny model tej japońskiej marki. Tym razem polski dystrybutor Fonnex przysłał mi najnowsze Final Sonorous III. Będę je testować ze wzmacniaczem słuchawkowym Divaldi AMP-01 (widocznym na jednym ze zdjęć) oraz z integrą Hegel H160, ale także z nabiurkowym S.M.S.L. sAp-8 oraz z kilkoma smartfonami.






W tle wzmacniacz słuchawkowy Divaldi AMP-01


Duża rodzina Final: Final Audio Design Pandora Hope VI, Final Sonorous II i tytułowe Final Sonorous III

poniedziałek, 23 maja 2016

Zestaw Vela AMP i Vela CD – zapowiedź testu

W zeszłym tygodniu warszawski dystrybutor Sound Source przysłał mi do testów ciekawy zestaw. To Vela AMP i Vela CD, czyli wzmacniacz zintegrowany i odtwarzacz płyt kompaktowych. Warto wiedzieć, że ich producent, czyli Vela Audio wchodzi w skład włoskiej AF Group Srl. Obejmuje ona takie marki jak Audio Analogue, AirTech i właśnie Vela Audio. Vela Audio to w zasadzie budżetowa propozycja Audio Analogue, adresowana do szerszej grupy melomanów w związku z bardziej atrakcyjnymi cenami niż ma to miejsce w przypadku Audio Analogue. Niemniej jednak wszystkie rozwiązania techniczne i opracowania konstruktorskie Vela Audio bazują na doświadczeniach i na zespole inżynierskim Audio Analogue. Z kolei całe wewnętrzne okablowanie oraz systemy zasilania opracowywane są przez kolejną bliźniaczą firmę AirTech. Na przykład okablowanie układu zasilania i wyprowadzenie sygnału do terminali głośnikowych wzmacniacza wykonane jest z przewodu AirTech Evo z miedzi kriogenicznej 7N. Na uwagę zasługuje fakt, iż wszystkie sprzęty Vela Audio w stu procentach wykonywane są we włoskim zakładzie położonym w malowniczej miejscowości Monsummano Terme (Toskania).

A jak powyższy zestaw gra? Zapraszam do lektury testu za kilkanaście dni, czyli już w czerwcu. 









Zaskakująco wyrafinowane wnętrzności (dwa powyższe zdjęcia ze strony Vela Audio)

niedziela, 22 maja 2016

[Audio vintage]: magnetofon kasetowy Nakamichi RX-202E





Od lat jestem dużym zwolennikiem magnetofonów Nakamichi, choć tej pory przewinęły się przez mój własny system audio zaledwie dwa egzemplarze. Najpierw był to dwugłowicowiec Nakamichi LX-3, a potem zaawansowany trzygłowicowiec Nakamichi Cassette Deck 1, który pozostał już u mnie na stałe (czytaj opis TUTAJ). Kilka dni temu od warszawskiej firmy Nomos Audio Vintage wypożyczyłem magnetofon, o którym zawsze marzyłem i chciałem mieć – Nakamichi RX-202E.

Seria RX magnetofonów kasetowych firmy Nakamichi po raz pierwszy w historii została wyposażona w mechanizm Unidirectional Auto Reverse Cassette Deck (UDAR), zwany po polsku „autorewersem”. Jest to system wysuwający kasetę magnetofonową z napędu i odwracający ją na drugą stronę. Pierwszym magnetofonem zaopatrzonym w tę funkcję był właśnie tytułowy Nakamichi RX-202 (rok 1982), a potem pojawiły się kolejne dwa modele: Nakamichi RX-303 (produkowany w latach 1984 – 1986) oraz topowy Nakamichi RX-505 (1984-1993). Nakamichi RX-202 (i potem jego nieco ulepszona wersja RX-202E) produkowany był nieprzerwanie przez 11 lat – od 1982 do 1993 roku. Stał się bardzo dużym firmowym przebojem. Oferował wspomniany rewolucyjny mechanizm autorewers UDAR, a jako najniższy z serii RX nie kosztował majątku. Zapewniał za to bardzo zaawansowane brzmienie, bezkompromisowe i płynne, a równolegle wyposażony był w większość innowacyjnych rozwiązań Nakamichi. Bo oprócz UDAR zawierał także solidne firmowe rozwiązania techniczne typu mikroprocesorowa kontrola biegu taśmy, mechanizm „Multi Motor”, „Master Fader”, auto-wyłączanie, cyfrowe wyświetlacze i kilka innych. W odróżnieniu od modelu RX-505 i analogicznie jak RX-303 był klasycznym dwugłowicowcem.

Mechanizm Unidirectional Auto Reverse Cassette Deck jest systemem bardzo wygodnym i trzeba przyznać, że w wykonaniu japońskich inżynierów – niezawodnym. Tacka wysuwa się łatwo, zaś kaseta weń obraca się cicho i dyskretnie. Dodatkowo kaseta podczas pracy, czyli obracania się rolek i przesuwu taśmy, jest podświetlana od góry dość intensywnym światłem. Z zewnątrz, poprzez przezroczystą plastikową osłonę mechanizmu, wszystko to dokładnie widać. Fascynujący widok, który może sprawiać wiele przyjemności. Moim zdaniem, Nakamichi RX-202E to magnetofon, którym nie sposób od razu nie zafascynować się. Łakomy kąsek dla analogowców.

Dane techniczne Nakamichi RX-202E na stronie Vintage Cassette.






Rewolucyjny wręcz mechanizm auto-obrotu Unidirectional Auto Reverse Cassette Deck (UDAR)

Film obrazujący działanie UDAR (z YouTube)


UDAR w akcji

Nakamichi na królewskiej pozycji; stoi na platformie antywibracyjnej Rogoz-Audio, na której zazwyczaj przebywa gramofon

Spojrzenie ogólne na system odsłuchowy

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...