S

S

MA

Premium Sound

Polpak

poniedziałek, 29 lutego 2016

Przedwzmacniacz gramofonowy Trilogy 906 - zapowiedź testu

Zdjęcie ze strony Trilogy Audio Systems


Właśnie otrzymałem od dystrybutora Moje Audio z Wrocławia ciekawy przedwzmacniacz gramofonowy. To premierowy brytyjski Trilogy 906 wprowadzony na rynek niespełna dwa miesiące temu. Jest mi podwójnie przyjemnie zapowiadać powyższy test, albowiem swojego czasu, podczas ubiegłorocznej wystawy Audio Video Show w Warszawie, miałem możność rozmawiać z właścicielem i projektantem firmy Trilogy (i równolegle ISOL-8) Niciem Poulsonem, w tym o tytułowym przedwzmacniaczu. Ponadto wcześniej przeprowadzałem wywiad z Niciem przy okazji „Warsztatów prądowych ISOL-8” w gdańskim salonie audio Premium Sound (czytaj TUTAJ).

Konstruktor Nic Poulson postarał się w modelu 906 wykorzystać jak najwięcej rozwiązań technicznych z droższego przedwzmacniacza gramofonowego Trilogy 907. Zachowane zostało techniczne pokrewieństwo, ale model 906 jest znacznie tańszy (5 500 PLN versus 14 500 PLN).

Jak można przeczytać na firmowej stronie: Projektant drobiazgowo dobrał wszystkie podzespoły i przeanalizował wszystkie układy pod kątem optymalizacji jakości dźwięku. 906 nie ma w torze żadnych tanich scalonych wzmacniaczy operacyjnych. Stopnie wzmacniające są w pełni dyskretne i pracują w klasie A single-ended. Zastosowano aktywne źródła prądowe i kaskodowe układy wzmacniające bez globalnego sprzężenia zwrotnego.

906 obsługuje zarówno wkładki MM i MC. Jest też możliwość dopasowania impedancji wejściowej do wkładki. Do ustawienia wzmocnienia oraz impedancji służą przełączniki umieszczone na spodzie urządzenia. Do wyboru jest sześć wartości rezystancji (od 70 Ω do 47 kΩ) oraz cztery wartości pojemności (od 100 do 420 pF). Wzmocnienie może mieć wartość 40 dB lub 60 dB. Do dyspozycji jest wejście RCA LR i wyjście RCA LR. Wzmacniacz ma szerokie pasmo i niskie zniekształcenia. Krzywa korekcyjna RIAA jest zrealizowana przy pomocy układu zbudowanego z precyzyjnych elementów pasywnych. DC servo eliminuje potrzebę wykorzystania wyjściowych kondensatorów o dużej pojemności. Zasilacz liniowy o niskim poziomie szumów ma solidny transformator i wysokiej jakości kondensatory. Napięcia zasilające są stabilizowane bez użycia  tanich układów scalonych.

Dane techniczne
Wymiary SWG .... 140 x 48 x 220 mm
Masa .... 1,7 kg
Charakterystyka częstotliwościowa względem krzywej RIAA .... 20 – 20 kHz +/- 0.25 dB
Wzmocnienie .... 40 dB lub 60d B
Pobór mocy .... 4 W
Impedancja wyjściowa .... 150 Ω
Faza ... prawidłowa (nieodwrócona)

Podłączyłem już przedwzmacniacz Trilogy 906 do gramofonu Nottingham Analogue Horizon (wraz z wkładką Ortofon 2M Black). Będę używać przede wszystkim dwa wzmacniacze: Audio Analogue Puccini Anniversary oraz Audia Flight FL Three S. Kolumny to Avcon Avalanche Reference Monitor oraz Triangle Esprit Antal EZ. Przewody to komplet XLO UltraPLUS. Zapraszam do lektury testu za kilkanaście dni.









sobota, 27 lutego 2016

Słuchawki Meze 99 Classics



Wstęp
W ciągu ostatniego miesiąca, półtora, przez Internet przelała się szeroka fala opisów słuchawek rumuńskiej proweniencji, czyli Meze 99 Classics. Większość testów oscylowała w tonie unisono, na wysokim poziomie zachwytów i wręcz sensacji (i to łącznie z samym Srajanem Ebaenem z 6moons.com). Niedawno zaś napisał do mnie pan Lorand Czibere, szef marketingu firmy Meze Headphones, z zapytaniem, czy nie zechciałbym zapoznać się z modelem ...Meze 99 Classics. Po takich optymistycznych recenzjach, przecież każdy by chciał bezpośredniej konfrontacji! Odpisałem więc: „oczywiście, że chętnie zapoznam się z Waszymi słuchawkami, proszę wysyłać”. I tak, Meze 99 Classics dotarły do mnie kilka tygodni temu.

Oczyściwszy najpierw umysł od wszelkich huraoptymistycznych opinii Internetu, przystąpiłem do odsłuchów. Piszę te słowa bez przekąsu. Lecz patrząc na zaawansowany, wręcz huraganowy, światowy marketing słuchawek Mezze można pomyśleć, że więcej w nim reklamowej piany niż rzeczywistej wartości. Z drugiej strony, w dzisiejszych czasach bez dobrego i przemyślanego pijaru trudno cokolwiek sprzedać, chociażby byłby to największy cud technologii. Tak więc do dzieła!

Meze Headphones
Słowo „meze” nieodłącznie kojarzy się ze smakowitą kuchnią grecko-bałkańską. Oznacza potrawę lub zestaw potraw podawanych jako zakąska, zwykle do anyżowego trunku ouzo. Jednak nazwa Meze wzięła się od nazwiska założyciela firmy i projektanta – Antonio Meze. Inauguracja działalności Meze Headphones nastąpiła w 2009 roku.

Kwatera główna firmy zlokalizowana jest w mieście Baia Mare, w północnej Rumunii. Tworzy ją zaledwie dziesięć osób. Większość z nich zajmuje się pracami projektowymi, marketingowymi i sprzedażowymi. Cała produkcja odbywa się, jak to często ma miejsce we współczesnym świecie hi-fi, w Państwie Środka w renomowanym i wyspecjalizowanym zakładzie. Bardzo przypomina to działania naszego polskiego potentata słuchawkowego, firmy Krüger&Matz (czytaj recenzję słuchawek Krüger&Matz KM 665 TUTAJ). W ofercie, póki co, znajdują się trzy modele słuchawek dwa douszne i jeden nauszny, czyli tytułowe 99 Classics, dostępne w dwóch wersjach kolorystycznych: Gold i Silver. Nieprodukowane już modele to: 55 Classics, 66 Classics, 73 Classics oraz 88 Classics. W najbliższych planach jest premiera kolejnych słuchawek nausznych.

Wrażenie ogólne i budowa
Meze 99 Classics kosztują na stronie producenta 309 Euro (wraz z przesyłką do Polski), czyli przy dzisiejszym kursie złotówki około 1 350 PLN. Nie jest to mało, ale po wyjęciu słuchawek z opakowania i wzięciu ich do dłoni od razu wiadomo za co się płaci. Muszę przyznać, iż Meze reprezentują klasę stricte luksusową a nie quasi jak nasze (skądinąd nie najgorsze) Krüger&Matz KM 665. Są perfekcyjnie wykonane, z wręcz pedantyczną dbałością o detale. Mają ciekawy, oryginalny design. Uznanie budzą też muszle w całości wytoczone w orzechowym drewnie. Naturalne słoje drewna są tak ułożone (na około centralnych mocowań do pałąka), że sugeruje to ich wcześniejsze toczenie w pionowym fragmencie belki. Jednak słuchawki, pomimo iż w dużym stopniu drewniane, to nie są optycznie ciężkie, a wręcz odwrotnie - wyglądają na lekkie.

Firma na swojej stronie podaje szczegółową i zawiłą technologiczną historię produkcji, by nie napisać - legendę. Orzechowa tarcica jest starannie selekcjonowana, a następnie suszona i sezonowana przez 18 miesięcy (nie wiadomo, czy po prostu nie jest kupowane wysokogatunkowe sezonowane orzechowe drewno, bo tak też przecież można). Wydrążenie i uformowanie muszli z drewna do ostatecznego kształtu trwa długich osiem godzin, a pozostała rzemieślnicza część następnych 45 dni. To piaskowanie i polerowanie, potem odpoczywanie drewnianych muszli i ponowne piaskowanie i polerowanie, a następnie ostateczne lakierowanie. Oczywiście, procesy mogłyby trwać znacznie krócej, a produkcję można by w pełni zautomatyzować, lecz załoga Meze stoi na stanowisku, iż warto poświęcić dużo czasu, cierpliwości i precyzji dla ostatecznego uformowania muszli, albowiem to one właśnie odpowiadają za większość efektu akustyczno-brzmieniowego słuchawek. Są niejako pudłami rezonansowymi instrumentów wykonanych przez mistrzów lutniczych. A przy okazji nadają wielce oryginalny, aczkolwiek estetyczny wygląd. Na samym końcu poszczególne elementy konstrukcyjne są składane. Wszystkie części wewnątrz muszli i pałąka są są skręcane, a nie klejone. Dołączane są przetworniki (od zewnętrznego dostawcy), przewody i inne komponenty. Jak widać, produkcja Meze 99 Classics to nie jest zwykła seryjna, a koronkowa robota.


Meze 99 Classics przed złożeniem (zdjęcie ze strony Meze Headphones)


Słuchawki spoczywają w pudełku zamykanym na klapkę za pośrednictwem magnesowych zamków. W środku, pośród wyciętej czarnej gąbki, znajduje się pokrowiec transportowy, a dopiero w nim 99 Classics. Wewnątrz etui, pomiędzy słuchawkami, umieszczono dodatkową, małą, owalną sakiewkę z aksamitu. Tamże zapakowano dwa przewody słuchawkowe, adapter 3,5 mm – 6,3 mm oraz wtyk samolotowy. W komplecie ze słuchawkami nabywca otrzymuje jeszcze certyfikat autentyczności, instrukcję wraz z danymi technicznymi oraz gwarancję.

Razem ze słuchawkami znajdują się dwa odłączane przewody zakończone złoconymi wtykami 3,5 mm i podwójnymi wtykami (z drugiej strony) wpinanymi do muszli. Krótszy przewód 1,2 m, adresowany dla urządzeń przenośnych i smartfonom, bowiem zawiera przytwierdzony mini pilot i mikrofon. Dłuższy 3 m, dla sprzętu stacjonarnego lub nabiurkowego. Oba przewody pokryte są czarnymi nylonowymi oplotami , a pod nimi plecionkami z super wytrzymałego kevlaru. Jakość przewodów, wtyków i innych ich detali oceniam na stopień ponad standardowy. Galanteryjny. Brawo!

Jak już pisałem, słuchawki prezentują się zacnie. To wysoka liga, luksusowa. Jakość wykonania oraz zastosowanych elementów wykończenia są pierwszorzędne i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Kiedy wziąć je do rąk, czuć rzetelność i trwałość budowy, nic nie trzeszczy, nie przesuwa się, nie kiwa. W słuchawkach koegzystują stalowe (malowane na czarno) elementy pałąka oraz orzechowe drewno muszli przeplecione mosiężno-złotymi (chodzi o kolor) wstawkami mocowań muszli do pałąka, osłon wtyków dla przewodu oraz bocznych wzmocnień pałąka (i kotwic paska pod pałąkiem) wraz z efektownym firmowym logo. Trzeba koniecznie wspomnieć, iż owe złote elementy nie wyglądają na żywo zanadto tandetnie, zbyt pysznie, czy za agresywnie - daleko im do papuziego cygańskiego złota krzyczącego: "jestem bogaty". Choć, z drugiej strony, nadzwyczaj skromnie to też nie prezentuje się. Co istotne, muszle od wewnętrznych stron wyłożone są miękkimi padami z czarnej, ekologicznej skóry. Pod pałąkiem znajduje się pasek wraz wszytym doń samoregulującym się mechanizmem pozwalającym dokładnie układać się mu na czaszce. Ten pasek jest szeroki po środku, a zwężający się w obie strony łącząc się z bocznymi mocowaniami. Podobne rozwiązania stosuje na przykład firma AKG lub Audio-Technica w niektórych modelach słuchawek.

Po zdjęciu pada z muszli widać szarą, owalną płytkę z tworzywa sztucznego przykręconą czterema wkrętami do spodniego drewna muszli. Na tworzywie wytłoczony jest napis" 99 Classics by Meze Headphones - design and engineered by Meze Design Studio, Baia Mare, Romania". Przetwornik przykryty jest okrągłym fragmentem cienkiej czarnej gąbki. Wewnątrz muszli znajduje się wciśnięty czarny kawałek gąbki, której zadaniem jest wygłuszenie komory rezonansowej. Co nietypowe, komora ta jest całkowicie drewniana - jak w dobrym instrumencie muzycznym. Przetwornik zamontowany do drugiej strony plastikowej płytki ma zamazane i zaklejone wszelkie znaki firmowe, tak więc niemożliwe jest rozpoznanie producenta. Może się mylę, ale stawiałbym na japońskiego Fostera.

Ergonomia
Ergonomia użytkowania stoi na średnim, acz przyzwoitym poziomie. System mocowania muszli do pałąka pozwala na rotacyjne ich obroty o jakieś 15-20 st. w pionie i poziomie, dzięki czemu precyzyjnie układają się na uszach. Niestety, muszle są takiej wielkości, iż małżowiny uszne nie mieszczą się w nich całkowicie. W rezultacie muszle trochę leżą na małżowinach, a częściowo wokół nich. Na dłużą metę może to być męczące. Poza tym paskowy mechanizm samoregulacji pałąka nie jest do końca komfortowy, ma czasem tendencję do samoistnego ściągania paska, przez co słuchawki dodatkowo ściskają uszy. Same słuchawki mają masę 290 gram, czyli jak na "drewniaki" znośną. Przewód, choć obciągnięty nylonowym oplotem, który szura po odzieży, nie mikrofonuje zanadto. Ogólnie ergonomię oceniam na jakieś 4,5 w skali do 6. Meze 99 Classics daleko do wysokiej wygody takich na przykład Beyerdynamic DT990.

Dane techniczne
Średnica przetworników: 40 mm
Pasmo przenoszenia: 15 - 25 000 Hz
Skuteczność: 103 dB @ 1 KHz, 1 mW
Impedancja: 32 Ω
Moc wejściowa: 30 mW
Maksymalna moc wejściowa: 50 mW
Masa: 290 g
Przewód: odłączany, miedź OFC w koszulce z kevlaru
Wtyk: 3.5 mm pozłacany
Muszle: drewno orzecha

Estetyczne opakowanie


Twarde i trwałe etui transportowe


Solidny przewód, porządny wtyk


Mezze 99 Classics Gold w pełnej krasie

Miękka poduszka pada

Muszla po zdemontowaniu pada



Przetwornik; zamazane nazwy producenta

Gąbka w muszli


Muszla wydrążona w orzechowym drewnie


Classics 99 napędzane wzmacniaczem Audeze Deckard



Meze i wzmacniacz Divaldi AMP-01


Wrażenia dźwiękowe
Meze 99 Classics przyłączałem do następujących wzmacniaczy słuchawkowych: Audeze Deckard, Divaldi AMP-01, Olasonic Nano-UA1, Taga Harmony THDA-500T, Cayin C5 DAC, a także do wyjść słuchawkowych wzmacniaczy zintegrowanych Hegel H160 oraz Audia Flight FL Three S. Potem zaś do kilku smartfonów. Słuchawki porównawcze to przede wszystkim Audeze LCD-3, Oppo PM-3, Final Audio Design Pandora Hope VI, Krüger&Matz Prestige Home oraz AKG K545. Muzyka pochodziła w 95 % z serwisu streamingowego Tidal HiFi (FLAC 16 bit/44,1 kHz), a w pozostałych 5 % z płyt kompaktowych. Dokładna lista sprzętu towarzyszącego dostępna jest na końcu niniejszego tekstu.

Patrząc na galanteryjne wykonanie słuchawek, ich wymuskany projekt, a także towarzyszący im nawalny ostrzał marketingowy kreujący Meze 99 Classics na dzieło sztuki będące jednocześnie wykwitem audio hi-fi, można by pomyśleć, że znacznie więcej w nich designu i nachalnej promocji niż dobrego dźwięku. A tymczasem odrzucając ich delikatesowy wygląd oraz zaawansowany PR należy przyznać, iż rumuńskie słuchawki naprawdę dobrze grają. Ba! Doskonale grają! To poziom rasowego, dojrzałego high-fideliy, choć o indywidualnym sznycie. Oferują pełny i nasycony dźwięk przepojony muzykalnością oraz harmonią tonalną. Po ich założeniu na uszy ma się wrażenie obcowania z kompletnym i pełnokrwistym brzmieniem z dobrze dobraną barwą (lekko ciepłą) oraz z brakiem przesady zarówno w pompowaniu niskich tonów, jak i koloryzowania średnicy, przy równoległym deficycie obcinania najwyższych sopranów. Bezsprzecznie Meze grają równo, symetrycznie oraz autentycznie. Swobodnie i rozdzielczo. Bez wysiłku, lekko i śpiewająco.

Tak, Meze bez problemu i atrakcyjnie reprodukują każdy repertuar muzyczny. Czynią to w sposób zrównoważony i dopełniony. Czuć potęgę dźwięku, jego autentyczną namacalność, tłustość i sprężystość basów, realną skalę instrumentów oraz rzeczywistą obecność wokali. Ponadto 99 Classics mają tendencję dogłębnego zanurzania się w toń nagrań, skutkiem czego uwidaczniana jest duża ilość informacji nie tylko o ich ogóle, ale również o zawartych w nich niuansach, zawiłościach, etc. Innymi słowy, opisywane słuchawki są ambitne zarówno w skali makro, jak i mikro. Oferują komplet wrażeń dźwiękowych. Jest moc i rozciągnięcie dźwięku, ale także analiza i precyzja - dokładne wykończenie tonalne. Kiedy gra perkusja to owszem, stopę słychać bardzo dobitnie, ale muśnięcia blach oraz ich wybrzmienia także są wiarygodne i odpowiednio długie. Meze czynią to zupełnie jak słuchawki z przedziału > 2 500 PLN. Czysto i przekonująco.

Kilka słów należy się przestrzeni budowanej przez 99 Classic. Scena organizowana jest dość szeroko, ale co najważniejsze - istotnie głęboko. Ma się wrażenie obecności nie tylko pierwszego planu, ale i dalszych - drugiego, a nawet trzeciego. Z kolei tło jest dostatecznie ciemne, aby usłyszeć na nim szczegóły nagrań. Zapewne nie wszystkie i nie zawsze super precyzyjnie, ale na pewno więcej niż u części porównywalnej cenowo konkurencji. Lokalizacja źródeł pozornych jest wystarczająco precyzyjna aby poustawiać "w uszach i w głowie" nawet sporą orkiestrę, może nie symfoniczną, ale większą niż Straussowska Orkiestra Kameralna. Przy czym przekaz jest zdecydowanie bardziej neutralny, a ponadto dysponuje dobrymi barwami. Brzmienie Mezze okazuje się zróżnicowane i ciekawe. Przestrzenne i głębokie.

Konkluzja
Pewnie będę niesprawiedliwy i za mało audiofilski, lecz muszę napisać, że grające słuchawki Meze przypominają mi rzetelnego rzemieślnika wykonującego perfekcyjnie swoją robotę. Jakby mistrza kucharskiego przygotowującego smakowitą potrawę. Przyrządza ją pysznie i apetycznie, ale również kalorycznie i trochę tłusto, aczkolwiek jest to posiłek nasycony mikroelementami i witaminami, a przez to ogólnie lekkostrawny, zdrowy i pożywny. Takie są też nowe Meze 99 Classics. Mają pełnokrwistą definicję dźwięku, gdzie niebanalna uroda i wykwintny smak idą w parze.

Cena w Europie - 309 Euro.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU), Audio Analogue Puccini Anniversary, Audia Flight FL Three S (test TU), Cayin CS-55 A (test TU) oraz Dayens Ecstasy III (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Avcon Avalanche Reference Monitor, Triangle Esprit Antal EZ (test TU), AudioSolutions Overture O203F (test TU), Zingali Zero Bookshelf (test TU), Zingali Client Nano + Sub, Guru Audio Junior (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU) i Studio 16 Hertz Canto Three SE (test TU).
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, Musical Fidelity MX-DAC (test TU) i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro, Asus Pro P43E i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nottingham Analogue Horizon z Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Primare R32 (test TU), Egg-Shell Prestige PS5 (test TU) i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: RHA MA750 (test TU), Audeze LCD-3 (test TU), Krüger&Matz Prestige Home, Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Audeze Deckard (test TU), Cayin C5 DAC (test TU), Taga Harmony THDA-500T (test TU), Divaldi AMP-01 (test TU) i Olasonic Nano-UA1 (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Przewód zasilający KBL Sound Fluid (test TU). Kabel zasilający, przewody głośnikowe i interkonekty RCA Perkune Audiophile Cables. Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker (test TU), Melodika Brown Sugar BSC 2450 (test TU) i Taga Harmony Platinium-18 (test TU). Seria XLO UltraPLUS.
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods.


piątek, 26 lutego 2016

Phil Collins "Face Value", reedycja 2016 r. - LP 180 gram

Phil Collins od dłuższego czasu ma problemy ze zdrowiem związane z zaburzeniami neurologicznymi wynikłymi po przemieszczeniu się kręgów szyjnych kręgosłupa. Porzucił w związku z tym grę na perkusji, rzadko koncertuje, nie nagrywa nowych płyt. Ostatni jego album "Going Back" ukazał się w 2010 roku. W marcu 2011 roku ogłosił zakończenie kariery artystycznej. Oczywiście, kim jest Phil Collins nie muszę pisać. To były lider, perkusista, wokalista i kompozytor zespołu Genesis, a także uznany twórca solowy, który sprzedał około 100 mln płyt na całym świecie, co jest fenomenalnym wynikiem.

Na początku 2015 roku Phil Collins, wraz z współpracownikami, przystąpił do przygotowania reedycji wszystkich swoich solowych albumów. Początkowo premierę pierwszych na nowo zremasterowanych dwóch albumów Phila „Face Value” i „Both Sides” zapowiadano na 6 listopada 2015 roku, jednak ze względu na zły stan zdrowia artysty postanowiono ją przełożyć na dzień przed jego 65. urodzinami, czyli na 29 stycznia 2016 roku.

Phil skomponował wszystkie utwory na płycie "Face Value" (z jednym wyjątkiem) oraz je wyprodukował, a także samodzielnie zagrał na perkusji (co oczywiste) i zaśpiewał. Zaprosił do współpracy takie gwiazdy muzyki jak Eric Clapton oraz basistów – Johna Giblina i Alphonso Johnsona, czy wokalistę Stephena Bishopa. W rezultacie powstał bardzo świeży album, okraszony melancholią, pięknymi melodiami, a także przebojami jak chociażby niesamowitym „In the Air tonight”. Warto wiedzieć, że utwór ten to niejako „odrzut” z sesji nagraniowej Genesis, albowiem po zaprezentowaniu przez Collinsa wersji demo członkom zespołu, nie znalazła ona wśród nich aprobaty…

Reedycja 2015/2016 albumu „Face Value” to nowa, odświeżona wersja płyty wydanej w 1981 roku. Oczyszczona i zremasterowana. Dźwiękiem zajął się wieloletni współpracownik Genesis - producent Nick David, wcześniej współpracujący także z Marilion, Mike+The Mechanics, czy Herbertem Gronemeyerem. W 2010 roku był nominowany do nagrody Grammy za realizację najlepiej udźwiękowionego albumu muzycznego. Natomiast mastering wykonał Miles Showell w Abbey Road Studios w Londynie. 

Ukazały się dwie wersje "Face Value": winylowa i na dwóch płytach CD; ta ostatnia zawiera materiał rozszerzony o wersje demo i koncertowe. Winylowa to nowa edycja wcześniejszej wersji sprzed 35 lat. Co ciekawe, zamiast publikować identyczną okładkę albumu przedstawiającą zbliżenie twarzy 30-letniego wówczas Collinsa, zdecydowano o umieszczeniu jego współczesnej fotografii. W rezultacie z okładki spogląda 65-letni Collins; fotografia jest, jak w oryginale, czarno-biała. Kapitalny pomysł.

Nowa edycja winylowa została przygotowana w wielką dbałością o poligrafię oraz ogólną estetykę. Dźwięk płyty oceniam na doskonały. Brzmienie jest bardzo wyraźne, plastyczne i muzykalne. Nie słychać żadnej kompresji, czy zbytniego ubasowienia, tak obecnie modnego. To dźwięk stricte analogowy. Polecam.

Atlantic Recording Corporation/A Warner Music Group Company - 2015 r.

Lista utworów
1. "In The Air tonight" 
2. "This Must Be Love"
3. "Behind The Lines"
4. "The Roof Is Leaking"
5. "Droned"
6. "Hand In Hand"
7. "I Missed Again"
8. "You Know What I Mean"
9. "Thunder And Lightning"
10. "I'm Not Moving"
11. "If Leaving Me Is Easy
12. "Tomorrow Never Knows" 









czwartek, 25 lutego 2016

Cabasse Stream AMP i Cabasse Surf, zintergrowany wzmacniacz sieciowy i kolumny podstawkowe - zapowiedź testu

Kilka dni temu od dystrybutora Voice Sp. z o.o. otrzymałem ciekawy francuski zestaw. To Cabasse Stream AMP i Cabasse Surf, czyli zintergrowany wzmacniacz sieciowy (zobacz TUTAJ) i kolumny podstawkowe (zobacz TUTAJ). Oba te komponenty tworzą kompletny system hi-fi. Nowoczesny i funkcjonalny.

Cabasse Stream AMP to zintegrowany wzmacniacz sieciowy; obsługuje takie funkcje sieciowe jak DLNA, WPS, vTuner, Deezer, Spotify, Tidal i Qobuz. Jego zaletami są prostota użytkowania i szeroka gama zastosowań. Pliki muzyczne (w formatach WAV, FLAC, WMA, AIFF, AAC, ALAC i MP3 w jakości 24-bit/96 kHz) mogą być przesyłane za pomocą połączenia Wi-Fi lub kabla Ethernet. Stream AMP radzi sobie również z muzyką przechowywaną na tabletach i smartfonach dzięki łączności Bluetooth i obsłudze NFC. Nowa aplikacja Cabasse Stream CON dostępna na iOS i Android zapewnia dostęp do tysięcy stacji radia internetowego oraz obsługę Tidal, Deezer, Spotify i Qobuz.

Stream AMP posiada dwie pary wyjść głośnikowych, które umożliwiają użycie jednej lub dwóch par głośników w stereo albo dwóch lub czterech grup głośników w trybie mono. Aby sprostać wymaganiom instalacji w racku, produkt wyposażono w cichy wiatraczek. Przełącznik impedancji umożliwia przemianę Stream AMP w urządzenie all-in-one, do którego można podłączyć do 8 głośników sufitowych Cabasse Archipel. Sekcja przedwzmacniacza zawiera 2 analogowe wejścia 2 x RCA, optyczne wejście SPDIF, wyjście przedwzmacniacza 2 x RCA oraz subwooferowe wyjście 1 x RCA.

Cabasse zaimplementował do Stream AMP autorski procesor DSP (cyfrowego przetwarzania dźwięku). Współpracuje on z aplikacją dostępną na systemy iOS i Android. Można wybrać, które z podłączonych głośników są użytkowane i wskazać ich położenie w pokoju. Na podstawie tych danych procesor automatycznie dobierze optymalne ustawienia.

Głośniki Cabasse Surf przeznaczone są do pomieszczeń o powierzchni do 25m2 oraz do pomieszczeń studyjnych. Podłączone do dedykowanego wzmacniacza Stream AMP potrafią zabrzmieć jak o wiele większe głośniki, stwarzając wyjątkową scenę dźwiękową i niesamowitą dynamikę. Te doskonałe walory dźwiękowe można uzyskać również umieszczając je na ścianie lub w narożnikach pomieszczenia. Zintegrowany wzmacniacz sieciowy Cabasse Stream AMP i kompaktowe kolumny podstawkowe Cabasse Surf zestawione razem tworzą komplementarny i synergiczny nowoczesny system stereo.

Uruchomiłem już powyższy zestaw. Aktywacja poszczególnych funkcji sieciowych jest nieskomplikowana i bezproblemowa. Jako użytkownik serwisu streamingowego Tidal cieszę się z faktu, iż Stream AMP bez żadnych dodatkowych warunków i osprzętowienia pobiera muzykę z Tidal bezpośrednio z sieci. Bardzo wygodna funkcja. Uwagę zwraca także bardzo wysoka jakość wykonania kolumn Cabasse Surf, a także ich wysmakowana estetyka. Zapraszam do lektury testu za kilkanaście dni.









środa, 24 lutego 2016

Olasonic Nano NA-BH1 – zbalansowany adapter słuchawkowy



Wstęp
Fonnex, czyli polski przedstawiciel japońskich marek Olasonic i Final Inc., przesłał mi  kilka tygodni temu bardzo ciekawe i nowatorskie urządzenie. To zbalansowany adapter słuchawek Olasonic Nanocompo NA-BH1 (zobacz TUTAJ). Wraz z nim przyjechał również wzmacniacz Olasonic Nano-UA1, który wcześniej już testowałem TUTAJ. Tym razem otrzymałem Olasonic Nano-UA1 jako element kompletu dla Nanocompo NA-BH1, albowiem ten jako adapter słuchawek wymaga podłączenia do wyjść głośnikowych wzmacniacza, a Nano-UA1 takowe oczywiście ma, choć jest także wzmacniaczem słuchawkowym i DACiem. Niemniej jednak wyjścia głośnikowe wzmacniacza mogą zapewnić znacznie wyższej klasy dźwięk niż niejeden dobry wzmacniacz słuchawkowy, o czym za chwilę.

Co to jest za urządzenie?
Ideą konstrukcji NA-BH1 jest dostarczyć w pełni zbalansowany sygnał stereo (czyli niejako osobnym torem lewy mono i osobnym prawy mono) od samego początku do końca dla odwzorowania najlepszej słuchawkowej sceny i precyzyjnej lokalizacji źródła dźwięków. We wzmacniaczu zintegrowanym obie te ścieżki są rozdzielone i wychodzą na zewnątrz terminalami głośnikowymi, zamiast „mieszać się” w układzie wzmacniacza słuchawkowego. Natomiast przez adapter są transformowane do sygnału (nadal symetrycznego) do osobnych wyjść słuchawkowych i dalej prowadzone są niezależnymi przewodami do lewego i prawego przetwornika słuchawek. (Dlatego NA-BH1 nie obsługuje tradycyjnych wtyków typu jack 3-częściowy stereo). Można rzec, iż dopiero w uszach słuchacza (a w zasadzie w jego głowie) łączą się ostatecznie w stereo. Dodatkowo wzmacniacze Olasonic zaopatrywane są w firmowe innowacyjne rozwiązanie SCDS (Super Charged Drive System), które można porównać do zasady działania układu napędowego silnika hybrydowego (spalinowo-elektrycznego), co zapewnia bardzo wysoką wydajność amplifikacji, która potem zostaje optymalnie przeniesiona na słuchawki (za pośrednictwem adaptera). To tak w skrócie, w przybliżeniu i ogólnie, bo zagadnienie owo jest o wiele bardziej złożone.

Nanocompo NA-BH1 wymaga podłączenia do terminali głośnikowych wzmacniacza zintegrowanego, a że zapewnia sygnał symetryczny (zbalansowany), warto więc do niego przyłączyć słuchawki z przewodem symetrycznym XLR trzy- lub cztero-pinowym (do testu używam Audeze LCD-3). Naturalnie do NA-BH1 można przyłączyć także słuchawki z przewodem zakończonym wtykiem typu mini-jack, ale albo jednym cztero-częściowym stereo 2,5 mm lub dwoma dwu-częściowymi mono 3,5 mm. Przy czym do gniazda 2,5 mm stereo muszą być podłączone specjalne czteroczęściowe jacki 2,5 mm, a nie takie, które mają też cztery części (np. do telefonów Nokia lub Apple), bo te mają inną budowę (kanał lewy, kanał prawy, uziemienie i mikrofon). Nie nadają się więc dla Olasonic. Tu musi być zastosowany przewód zbalansowany (na przykład TAKI albo TAKI), opisywany jako zakończony wtykiem 2,5mm-4. Słuchawki Final Sonorus również można zaopatrzyć w stosowny przewód symetryczny zakończony wtykiem 2,5mm-4 lub 2 x XLR (zobacz TUTAJ).


Wykaz wtyków, jakie akceptuje adapter Olasonic

Schemat różnych możliwych podłączeń do NA-BH1


Wrażenia ogólne i budowa
NA-BH1 zapakowany jest tradycyjnie dla Olasonic, czyli w nieduże, płaskie pudełko z białej, błyszczącej tektury. W środku, w kartonowych formach, znajduje się adapter. Producent dołącza jeszcze instrukcję obsługi - i to wszystko. Nieco dziwi brak przewodów głośnikowych, bo przecież adapter NA-BH1 należy podłączyć do terminali głośnikowych wzmacniacza, a zastosowanie tradycyjnych, długich kabli utrudnia życie i odsłuchy. Przydałyby się jakieś specjalne przewody przygotowane przez Olasonic o długości 20-30 cm (zobacz TUTAJ), bo przecież najczęściej adapter będzie używany przez użytkowników firmowych sprzętów Olasonic.

NA-BH1 to element serii Nanocompo, a więc jego wymiary i design są identyczne. Obudowa wykonana jest z perlistego, białego aluminium. Perfekcyjnie wycięta na obrabiarkach numerycznych CNC. Rozmiary obudowy odpowiadają trzem okładkom płyt typu Compact Disc - 149  x 46 x 149 mm (S x W x G). Masa 980 gram.

Na froncie dominują gniazda słuchawkowe – jest ich aż siedem. Po środku symetryczne XLR 4-pinowe oraz 2,5 mm dla wtyku typu jack, ale 4-częściowego symetrycznego, a nie tradycyjnego 3-częściowego. Po lewej i prawej stronie umieszczono po jednym symetrycznym gnieździe XLR 3-pinowym (dwa razy mono), a także dwa 3,5 mm dla wtyków jack 2-częściowych (mono). Jest jeszcze specjalne gniazdo 4-pinowe, które producent określa jako kątowe, LR zintegrowane (nie znam takiego wtyku).

Z tyłu przymocowano cztery pary solidnych terminali głośnikowych: dwie wejściowe (prawe i lewe) oraz dwie wyjściowe. Pomiędzy nimi umieszczono przełącznik aktywacji wyjść głośnikowych „pass-through". Wyłączony „nie puszcza sygnału” do wyjść głośnikowych, w tym trybie możliwe jest wyłącznie korzystanie z gniazd słuchawkowych. Aktywowany umożliwia odsłuchy na kolumnach (o ile są przyłączone odpowiednimi przewodami do terminali NA-BH1).

Urządzenie zostało w całości wyprodukowane w Japonii.



Z lewej wzmacniacz/DAC Olasonic Nano-UA1; z prawej adapter Nano NA-BH1

Zbliżenie na gniazda słuchawkowe


Obudowy wycięte są w aluminium precyzyjnymi obrabiarkami numerycznymi CNC



Zestaw Olasonic Nano-UA1 i Olasonic Nano NA-BH1


Terminale wejściowe i wyjściowe


Podłączone przewody głośnikowe łączą terminale głośnikowe wyjściowe wzmacniacza i wejściowe adaptera


Po środku przełącznik „pass-through"; po lewej terminale głośnikowe wyjściowe



Zamontowany słuchawkowy wtyk symetryczny XLR 4-PIN




W roli głównej słuchawki Audeze LCD-3


Wrażenia dźwiękowe
Podczas odsłuchów miałem do dyspozycji jedynie słuchawki Audeze LCD-3 (czytaj test TUTAJ) z kablem symetrycznym pasującym do opisywanego Nanocompo. Owszem, tylko jedna para słuchawek, ale za to konkretna. Miałem możność porównać brzmienie wyjścia słuchawkowego wzmacniacza Olasonic Nano-UA1, a także tego samego wzmacniacza z wprowadzonym sygnałem na terminale głośnikowe i dalej – do adaptera NA-BH1. Niestety, polski dystrybutor marek Olasonic i Final Inc., czyli Fonnex, nie sprowadził jeszcze do Polski przewodów zbalansowanych adresowanych dla słuchawek Sonorus i pasujących wtykami do NA-BH1 (czyli z tzw. wtykiem 2,5 mm-4). Ma to nastąpić niebawem, wówczas poszerzę opis odsłuchów.

Dla ścisłości opisu. Sekcja wzmacniacza mocy Nano-UA1 korzysta z tranzystorów klasy D Texas Instruments TPA3118, a wzmacniacz słuchawkowy wykorzystuje podwójny opamp Burr-Brown OPA2132. Amplifikacja sygnału odbywa się na nowatorskiej firmowej zasadzie SCDS (Super Charged Drive System). Można go porównać do zasady działania układu napędowego silnika hybrydowego (spalinowo-elektrycznego). Zewnętrzny ładunek elektryczny jest magazynowany w kondensatorze wysokiej mocy w okresach niskiego zapotrzebowania na prąd, a uwalniany w czasie podwyższonego w celu uzyskania większej mocy i dynamiki w sposób ciągły. Połączenie wzmacniacza cyfrowego wysokiej wydajności i dużej pojemności kondensatorów pozwala uzyskiwać zaskakująco wysoką wydajność – szczytowa moc dynamiczna jest znacznie wyższa niż by wskazywały parametry techniczne Nano-UA1: 2 x 13 Wat dla obciążenia 8 Ohm i 2 x 26 Wat dla 4 Ohm. W taki sposób maksymalna wydajność wzmacniacza oraz wysoki potencjał sygnału, po wyprowadzeniu sygnału na terminale głośnikowe, są bezpośrednio i symetrycznie przenoszone (po odpowiedniej transformacji w zewnętrznym adapterze Olasonic) na przetworniki słuchawek.

Jak ta powyższa zasada przekłada się na rzeczywiste wrażenia dźwiękowe przy zastosowaniu słuchawek? Muszę szczerze przyznać, że różnica pomiędzy dźwiękiem wyjścia słuchawkowego samego Olasonic Nano-UA1 a wyjściem XLR 4-PIN podłączonego doń adaptera jest duża i niepodważalna. Nie jest to jedynie jakaś subtelna, czy nieduża zmiana. Dźwięk z Olasonic NA-BH1 jest nie tylko silniejszy, żywszy i bardziej bezpośredni, ale również lepiej określony, mocniej narysowany, dobitniej odczuwalny. Jakby prawdziwszy, bardziej przestrzenny oraz rozbudowany. W stu procentach stereo. Pojawia się poczucie szerszej i głębszej sceny, instrumenty otrzymują większy ciężar, są mocniej wysycone, lepiej zorganizowane, mają dokładniejszą strukturę oraz wymiar. Podobna uwaga dotyczy wokali, stają się bliższe, bardziej kolorowe, mają szerszą skalę. Słychać piękną gładkość bez wypłukania, czyste brzmienie pozbawione szorstkości, pewnego rodzaju finezję i delikatność. Z kolei kontury dźwięków są rysowane pewniej i plastycznej, pojedyncze tony mają solidniejsze wypełnienie, otrzymują pewniejsze brzmienie, są bardziej zróżnicowane. Korzystniej zorganizowane.

Konkluzja
Można napisać, że adapter Olasonic przenosi słuchawki Audeze LCD-3 na wyższy poziom dźwięku, pozwala usłyszeć więcej, dalej i głębiej. Po prostu lepiej. Brzmienie to zaś jest pełnowymiarowe, wyraźniejsze, bardziej zdecydowane. Dopełnione, bo pozbawione wcześniejszych ograniczeń.

Na pewno każdy meloman zada sobie pytanie, czy dodatek kolejnego elementu jakim jest adapter słuchawkowy do wzmacniacza Olasonic Nano-UA1 ma ekonomiczny sens. Albowiem sam wzmacniacz kosztuje 3 000 PLN, zaś adapter kolejne 3 500 PLN. Do tego dochodzą jeszcze słuchawki koniecznie zaopatrzone w dodatkowy przewód symetryczny, też przecież nie tani. Czy taka inwestycja jest opłacalna? Z pewnością przyrost jakości dźwięku w takim układzie jest wysoki i nie podważalny, więc każdy musi sam sobie odpowiedzieć na powyższe pytanie. Moim zdaniem, prawdziwy słuchawkowy zwolennik powinien, a nawet ma obowiązek posłuchać nowy adapter Olasonic NA-BH1, bo jest to fascynujące urządzenie. 

Cena w Polsce - 3 490 PLN.

System odsłuchowy
Wzmacniacz zintegrowany, słuchawkowy i DAC: Olasonic Nano-UA1 (test TU).
Słuchawki: Audeze LCD-3 (test TU) zaopatrzone w przewód symetryczny zakończony wtykiem XLR 4-PIN.
Źródła: komputer Apple MacBook Pro, odtwarzacz płyt kompaktowych Musical Fidelity A1 CD-PRO i przetwornik cyfrowo-analogowy Musical Fidelity MX-DAC (test TU).
Przewody głośnikowe Hama o przekroju 2 x 2,5 mm, o długości 2 metry zakończone wtykami bananowymi Hama.
Interkonekty XLO UltraPLUS UP-1A-1M.

Dodatkowy zestaw porównawczy
Słuchawki: RHA MA750 (test TU), Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Audeze Deckard (test TU), Cayin C6 DAC (test TU), Taga Harmony THDA-500T (test TU) i Divaldi AMP-01 (test TU).


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...