S

S

MA

Premium Sound

Polpak

środa, 31 lipca 2013

Amplituner Sherwood R-807 - zapowiedź testu

Zawiadamiam Drogiego Czytelnika, iż właśnie trwają odsłuchy nowego amplitunera/odbiornika internetowego Sherwood R-807. Jest to stosunkowo tanie urządzenie, ale niezwykle wszechstronne. Bo oprócz normalnych funkcji dla amplitunera 7.1, czyli umiejętności dekodowania DTS HD, Dolby Digital, Dolby True HD i innych, wbudowanego DACa i aż pięciu wejść HDMI, to posiadające również wejście sieciowe LAN, a także moduł bezprzewodowy Wi-Fi oraz sterowanie Wi-Fi Direct. Wi-Fi Direct to nowy system komunikacji omijający standardowy router, ponieważ porozumiewa się bezpośrednio urządzenie audio w nie wyposażone oraz tablet lub smartfon. Przyjemna sprawa.

Jak widać na zdjęciach, Sherwood R-807 reprezentuje nowy styl i szyk designu tej koreańsko-amerykańskiej firmy, bo jej dotychczasowe urządzenia miały wzornictwo dość tradycyjne, by nie powiedzieć - oldschoolowe.

Dziś podłączyłem Sherwood R-807 do kolumn Definitive Technology BP8060. Zaczynam odsłuchy i test, które zapowiadają się ciekawie.

Sherwood R-807 pochodzi od polskiego dystrybutora marki, firmy Polpak z Warszawy.

Razem z amplitunerem otrzymałem z Polpaku również kolumny Taga Harmony Platinium F-90 SL, ale jeszcze ich nie rozpakowałem. Na razie stoją w "poczekalni".





Amplitunerem Sherwood  R-807 można bezproblemowo sterować za pomocą tabletu - tu iPad 3 Apple

Kolumny Taga Harmony F-90 Slim czekają na test


wtorek, 30 lipca 2013

Słuchawki Beyerdynamic Custom One Pro










Wstęp
Mało która europejska lub amerykańska firma, od lat wytwarzająca słuchawki w swoim macierzystym kraju, oparła się pokusie (lub najczęściej niestety, konieczności) przeniesienia produkcji na Daleki Wschód, a konkretnie do Chin. Nie jest oczywiście, żaden zarzut, czy ujma, jednak dla wielu ludzi jest ważne, by mieć produkt naprawdę oryginalny, czyli wyprodukowany tam, gdzie mieści się centrala danego przedsiębiorstwa – na przykład w Austrii, w Wielkiej Brytanii lub Niemczech. Wiadomo – dziś trzeba obniżać koszty produkcji, by być nadal konkurencyjnym, a słuchawki nie są dobrem luksusowym (choć pewnie są i takie, które można za ów produkt uznać), więc trzeba ciąć wydatki – najlepiej relokować park maszynowy do Państwa Środka lub znaleźć tam fabrykę wytwarzającą na zamówienie. W tej regule są na szczęście i chlubne wyjątki. Amerykańskie Grado Labs poza najtańszymi (dousznymi) słuchawkami pozostałe produkuje jak Bóg przykazał - w Nowym Jorku, przy użyciu wiekowych maszyn i wyłącznie ręcznie. Niemiecki Sennheiser tylko modele najwyższe wytwarza w Niemczech lub w fabryce w Irlandii – reszta ma już napis „Made in China”. Podobnie czyni wiedeński AKG. Na tym tle bardzo pozytywnie wyróżnia się niemiecki Beyerdynamic – 90 % produkcji odbywa się w Niemczech, w niemieckich zakładach w Heilbronn w Badenii-Wirtembergii; wyłącznie najtańsze modele słuchawek powstają w Chinach. Dlatego kupując sprzęt Beyerdynamic, nabywca wie, że dostaje prawdziwe „Made in Germany” - to znaczy: renomę, solidność i niezawodność, a także gwarancję najwyższej jakości.

Słuchawki marki Beyerdynamic opisywałem już kilkakrotnie. Parę miesięcy temu model DT990 (TU), a potem przenośne T50p (TU). Na łamach „Stereo i Kolorowo i Underground” ukazał się także tekst Michała Kaczmarskiego o słuchawkach T70 (TU). Dlatego Czytelnika zainteresowanego historią oraz ofertą przedsiębiorstwa Beyerdynamic odsyłam do tamtych tekstów. A teraz, bez zbędnej zwłoki, przystępuję do opisu modelu Custom One Pro.

Słuchawki zostały wypożyczone od polskiego dystrybutora marki Beyerdynamic, firmy Konsbud Hi-Fi.

Budowa, ergonomia i wrażenia ogólne
Teoretycznie rzecz biorąc – coś, co jest przeznaczone do wszystkiego, jest uniwersalne, często może okazać się, że jest  do niczego, bo współczesne czasy wymagają najczęściej zawężania specjalizacji, konkretnego przeznaczenia. Jednak ze słuchawkami Beyerdynamic Custom One Pro jest inaczej – one są rzeczywiście wszechstronne, a nawet – omnipotentne. Ale po kolei.

Jak wskazuje nazwa Custom One Pro, są to słuchawki „kastomizowane” („kastomizacja” – od angielskiego słowa customisation, czyli dostosowywania czegoś do czyichś potrzeb; dla wnikliwych, nie ma takiego słowa w języku polskim - jeszcze) pod indywidualny styl i do tego jeszcze są PRO, co zaświadcza o ich profesjonalnym przeznaczeniu lub zastosowaniu. Owa „kastomizacja” dotyczy dopasowania stylu słuchawek do indywidualnego gustu zarówno stylistycznego, jak i dźwiękowego (o czym za chwilę). Bowiem użytkownik może wybierać w dużej ilości wymiennych nakładek na zewnętrze części muszli – są tu wzory raczej typowo młodzieżowe jak ilustracje samochodów, czaszek, imitacje skóry, czerwone gwiazdy, krzyże, flagi państwowe, różne metalowe grawerunki, a także podobizny pań ...w stroju kąpielowym i wiele, wiele innych. Mi najbardziej podoba się wersja oryginalna – z firmową nakładką Beyerdynamic. Niemniej jednak trzeba przyznać – bogaty wybór jest, można  przecież nosić (demonstrować) na słuchawkach, co się komu podoba. Na pewno jest to ciekawa propozycja dla młodych ludzi, którzy przepadają za takimi „bajerami” (to słowo nawet pasuje do nazwy Beyerdyamic). Piszę to bez przekąsu, a z pozycji neutralnego obserwatora.

Wymienne są także pady i otulina pałąka – dostępne są różne ich kolory. Osobno można dokupić dedykowany mikrofon do słuchawek. Pełna lista wymiennych elementów dostępna jest TUTAJ.

Jednak na zmianie wyglądu zewnętrznego nie kończy się jeszcze „kastomizacja” opisywanych słuchawek. Producent wyposażył je w regulowany system bass-refleksu. Z dołu muszli znajdują się specjalne ruchome dwie zaślepki-suwaki (po jednej na muszlę), które otwierane ujawniają otworki o różnych średnicach – od mniej więcej 1 milimetra, poprzez 2 mm i 3 mm, aż do 4 milimetrów. Tymi suwakami dokonywać można regulacji poziomu natężenia basu – od intensywnego (otwartego) do monitorowego, bo przy zamkniętych zaślepkami słuchawki stają się typowo zamkniętymi, bez wylotu powietrza poza muszle. Sprytne rozwiązanie i nietypowe, lecz z pewnością pozwalające dostosować poziom natężenia basu do indywidualnych preferencji. „Kastomizować” niskie tony.

Jak już napisałem, słuchawki mają w nazwie słowo „PRO” inklinujące profesjonalne zastosowanie. Gdyby nie wiedzieć, że głównym odbiorcą opisywanych Beyerdynamiców ma być młody człowiek, mieszkaniec miasta lubiący muzykę, to można by się pomylić, bowiem z wyglądu Custom One Pro rzeczywiście przypominają słuchawki studyjne, czyli takie z segmentu profesjonalnego. Podobne są w ogólnej stylistyce i konstrukcji do takich modeli jak Beyerdyamic DT770, DT880, DT990, a nawet do topowych T1. Powoduje to analogiczna budowa metalowego pałąka z obciągniętym (i odpinanym, a więc wymiennym) pokrowcem-gąbką, izolatorem głowy. Bliźniacza jest również budowa systemu zawieszenia muszli – gładki kawałek metalu, anodyzowany na czarno umocowany widełkowato dwustronnie w muszli. O profesjonalnym pochodzeniu Custom One Pro może świadczyć również kabel doprowadzany tylko do jednej muszli – jest to wtyk typu mini-jack. Przewód ma 1,5 m, zakończony mini-jackiem z nakręcanym adapterem duży-jack; taka długość kabla natomiast zaświadcza o przeznaczeniu „portable”.

Profesjonalnej proweniencji przeczy także niska impedancja – tylko 16 Ohm, która świetnie pasuje do przenośnych playerów, ale niekoniecznie do studyjnych wysokowydajnych wzmacniaczy słuchawkowych.
Na koniec tej części wspomnę, że słuchawki wykonane są bardzo solidnie, z twardego tworzywa sztucznego i metalowego pałąku. Ma się wrażenie ich sporej trwałości, odporności na uszkodzenia, wręcz niezniszczalności. Ich design jest skromny, aczkolwiek funkcjonalny. Estetyczny. Charakterystyczny dla większości modeli Beyerdynamic.

Słuchawki na głowie i uszach układają się bardzo komfortowo, jest to zresztą cecha typowa dla Beyerdynamic. Nic nie ciśnie, nie uwiera, nie ciąży – pełna wygoda. Pady pomimo, że wykonane z „eko-skóry” nie kleją się do uszu podczas upałów, choć wentylacja oczywiście jest utrudniona. Podczas wielogodzinnych odsłuchów słuchawki nie spowodowały u mnie żadnego fizycznego zmęczenia, poczucia niewygody. Ergonomia stoi na wysokim poziomie, sprzyja jej także stosunkowo niska masa słuchawek: 290 gram.




Cztery poziomy regulacji otworów "bass-reflex"



Wymienne nakładki na muszle są do kupienia osobno - trzy powyższe zdjęcia pochodzą ze strony Beyerdynamic


Pałąk pokryty jest wymiennym pokrowcem-gąbką 

Pady wykonane są z "eko-skóry" i ...też są wymienne


Przewód słuchawkowy doprowadzany jest do lewej muszli wtykiem typu mini-jack 

Przewód słuchawkowy (1,5 m) zakończony jest małym jackiem z nakręcanym nań dużym

Po lewej słuchawki HiFiMan HE-300 

Po lewej słuchawki Sennheiser HD650


Beyerdynamic Custom One Pro to bardzo dobry kompan dla iPada 3 Apple i wzmacniacza słuchawkowego Matrix Mini-Portable

Dźwięk
Wrażenia z odsłuchów są zdecydowanie korzystne. Ładny dźwięk, proporcjonalny i przyjemnie muzykalny. Jest tu szeroka scena, dobre wypełnienie substancją muzyczną, mocny bit, a nawet niejaka radość w brzmieniu. Czuć również korzystnie zachowane proporcje skali instrumentów i głosów ludzkich; są zharmonizowane i we właściwej mierze podane słuchaczowi. Widać, że konstruktorzy Beyerdynamic znają się na rzeczy, bo proponują dojrzały dźwięk, bez specjalnych podkolorowań, czy nachalnej bombastyczności. W dźwięku panuje wzorowy porządek, od góry do dołu jest właściwy szyk i ład. Custom One Pro ciut ocieplają (ale nie osładzają) średnicę, bo jest ona bardziej preferowana tu i ówdzie, co słychać w instrumentach typu saksofon tenorowy, czy fortepian, a także na nagraniach wokalnych. Średnie tony idą o pół kroku, o ćwierć przed pozostałymi składowymi – to zjawisko ma korzystny wpływ na komfort odsłuchów, lecz jednocześnie lekko zafałszowuje przekaz. Ale coś za coś – nie można mieć wszystkiego w cenie około 700 zł. Podobne lekkie braki można stwierdzić na selektywności (szczególnie sopranów) brzmienia, ponieważ niektóre nagrania pomimo, że mają w swojej strukturze wiele różnorodnych detali i zawiłości, to tracą je podczas odsłuchów na Beyerdynamic. Dla usprawiedliwienia niemieckich nauszników, trzeba napisać, że koncentrują się one na ogólnej treści muzycznej, wyrażaniu jej niewymuszonego charakteru, pokazywaniu piękna muzyki. Custom One Pro są kapitalnym reproduktorem pełnego dźwięku o pięknej barwie i dużej spektakularności, ale nie są analizatorem, czy lupą powiększającą. To nie ten adres.

Poświęciłem trochę czasu na eksperymenty z regulatorami basu znajdującymi się u dołu muszli. Jest to rzecz wielce intrygująca i ciekawa – nie jest to natomiast jakaś zbędna zabawka, „bajer”. Stopniowe „uwalnianie” basu poprzez otwieranie kolejnych zaślepek jest odczuwane ewidentnie i bezdyskusyjnie. Niskie tony (po otwarciu bass-refleksów) zyskują na objętości, stanie skupienia i mocy. Przy maksymalnym otwarciu wolumen basu powiększa się o spory przedział, natomiast nie jest to zjawisko korzystne dla wszystkich nagrań – dla tych już zaopatrzonych endogennie w bogate niskie składowe, może to być już zbyt wiele, bo pojawia się lekkie poluzowanie basu, niejaki „bałaganik” i furczenie. Nie była to częsta obserwacja, ale taki fakt odnotowywałem. Na szczęście, zawsze można zasłonić klapki, a porządek oraz zwięzłość w niskich tonach powracają. Otwarte szczeliny najbardziej sprzyjały muzyce środka – jakiś jazz, soul, lekki rock. Dla uczciwości dodam, że nie należę do zwolenników obfitości niskich tonów, wolę skupiać się na gęstości średnicy – jednak regulowany poziom basu zawsze może się przydać i jest niewątpliwą wartością dodaną opisywanych słuchawek.

Podsumowanie
1. Beyerdynamic Custom One Pro to solidna budowa z wysokogatunkowych materiałów (twarde tworzywo sztuczne i metal), przyzwoite wykonanie i konstrukcja „Made in Germany" sprzyjające niezawodności i trwałości. Design typowy dla Beyerdynamic – ascetyczny, aczkolwiek ładny. Z konotacjami do wyglądu „PRO”, czyli studyjnego.

2. Słuchawki można „kastomizować”, czyli indywidualizować ich styl. Zarówno zewnętrzny, jak i dźwiękowy. Na zewnątrz muszli znajdują się specjalne okienka, w które montuje są różnorodne nakładki z ilustracjami, dekoracjami, etc, co nadaje słuchawkom własny, osobisty wygląd – taki, jaki ich właściciel życzy sobie mieć. Natomiast dźwięk można regulować pod własny gust, preferencje za pomocą suwaka zwiększającego (lub zmniejszającego) natężenie i wolumen basu.

3. Dźwięk jest dobrze rozbudowany i nasycony treścią. Ładnie uporządkowany i z korzystną panoramą stereo. Przekaz jest lekko zagęszczony na średnicy, co pomaga cieszyć się wyraźnymi wokalami i instrumentami pierwszej linii. Ogólnie słuchawki proponują żywy i jędrny dźwięk o dojrzałej strukturze, ale odchudzonej analityce, bowiem Custom One Pro nie wnikają w szczegóły, nie penetrują w głąb nagrań. W zamian za to mają wzorowe pokłady radości i kultury zamknięte w jednym słowie: muzykalność.

4. Regulacja basu pozwala nadać nagraniom indywidualny, preferowany dźwiękowy styl. Na pewno sprzyja to takim gatunkom jak elektronika, rock czy hip-hop. Kto chce, może cieszyć się obszernym, aczkolwiek solidnym basem.

5. Bardzo przyjemne słuchawki dla każdego, kto pragnie wyróżnić się oryginalnością wyglądu (wymienne nakładki, etc), a jednocześnie ceni sobie porządny dźwięk o sporej dawce bezpośredniej energii.

6. Rozsądna polska cena około 700 zł – za granicą często jest drożej.

Sprzęt używany podczas testu
Wzmacniacze słuchawkowe: Schiit Asgard 2 (test TU) oraz Musical Fidelity X-Can v.3 wraz z zasilaczem ULPS firmy Tomanek (test TU).
Wzmacniacze i odtwarzacze przenośne: Astell&Kern AK100 (test TU), Matrix Mini-Portable (test TU), a także iPad 3 Apple (test TU).
Słuchawki: Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream (test TU) i HiFiMan HE-300 (test TU), a także Sennheiser PX100 i Koss PortaPro (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory i DC-Components (test TU).
Akcesoria: stojak do słuchawek WooAudio.

Dane techniczne
Dostępne na stronie polskiego dystrybutora marki Beyerdynamic firmy Konsbud Hi-Fi.
Link na stronę Beyerdynamic TUTAJ.


sobota, 27 lipca 2013

Segregator na winyle - Glorious Box Advanced 110

Wstęp
Zazwyczaj piszę tu o sprawach "fundamentalnych" dla sprawy audio, czyli o sprzętach służących do reprodukcji dźwięku - o wzmacniaczach, kolumnach głośnikowych, kablach, czy słuchawkach, etc. Dziś jednak postanowiłem napisać kilka słów o rzeczy na pozór błahej, ale w istocie rzeczy bardzo przydatnej w życiu i hobby miłośnika czarnej płyty, a mianowicie o skrzynkach służących do ich segregacji, przechowywania.

Segregator na winyle
Koniec z tym bałaganem! W mieszkaniu wszędzie stoją lub (nie daj Boże!) leżą porozrzucane płyty winylowe. Trochę ich stoi opartych o komodę, kilkanaście leży na stole, na biurku w gabinecie też zalega spory stos, zaś pozostałe "kiszą się" zamknięte w szafie. Warto by mieć wszystkie analogi pod ręką, zawsze dostępne i łatwe do odszukania, wyboru do odsłuchu.

Postanowiłem zrobić jako taki porządek z powyższym problemem - aby mu zaradzić, na początek kupiłem dwa segregatory niemieckiej firmy Glorious, która specjalizuje się w produkcji akcesoriów pomagających organizować i składować kolekcje płyt zarówno kompaktowych, jak i winylowych. Glorious zajmuje się również wytwarzaniem tak potrzebnych sprzętów i drobiazgów jak: pokrywy przeciwkurzowe do gramofonów, różnego rodzaju pojemniki, pudełka i półki do płyt, a także maty gramofonowe, koszulki antystatyczne, okładki, etc. Glorious ma w ofercie także tzw. stanowiska DJ-skie, różnorodne kokpity gramofonowe, fotele, etc.

Do mnie dotarły dwa pojemniki na winyle, segregatory o nazwie Gloriuous Box Advanced 110 w kolorze białym. Segregatory są bardzo łatwe w samodzielnym montażu, a co ważne - stabilne, solidne i estetyczne. Każdy mieści do 110 winyli. Wykonane są z drewnianej płyty MDF pokrytej białą okleiną winylową. Umożliwiają nieskomplikowany dostęp do kolekcji płyt, łatwe ich przeglądanie - nareszcie można bezproblemowo (i szybko) odnaleźć płytę, której chce się akurat posłuchać, a w mieszkaniu panuje większy ład i porządek.

Link na stronę Glorious: TUTAJ.










środa, 24 lipca 2013

Matrix Mini-Portable - przenośny, bateryjny wzmacniacz słuchawkowy i DAC









Wstęp, czyli kilka słów o Matrix Audio
Marka Matrix Audio pojawiła się na rynku kilka lat temu wraz z pierwszym swoim produktem nazwanym po prostu Matrix mini-i; chociaż sprzęt ten wbrew swojej nazwie wcale nie był (a w zasadzie "jest", bo ciągle znajduje się w bieżącej produkcji) mały. Zresztą mini-i dokonał nieomal rewolucji w dziedzinie stosunkowo niedrogich combo o świetnym dźwięku, zawierających w jednej odbudowie przetwornik c/a, wzmacniacz słuchawkowy i przedwzmacniacz proponowanych w schludnej, estetycznej powłoce przywodzącej skojarzenia z urządzeniami klasy premium. Matrix mini-i opisywałem TUTAJ. Potem testowałem wzmacniacz słuchawkowy klasy A: Matrix M-Stage TUTAJ , a niedawno - przetwornik c/a Matrix Quattro DAC - test TUTAJObecnie zaś przyszła kolej na jeden z najnowszych produktów – przenośny, bateryjny wzmacniacz/DAC: Matrix Mini-Portable.

Matrix Audio to przedsiębiorstwo chińskie założone w 2006 roku. W Państwie Środka dokonuje się cały proces projektowania, budowania prototypów, testów, a następnie produkcji. Każdy produkt charakteryzuje się wysoką dbałością o jakość wykonania, selektywnością jego kontroli, a przede wszystkim dźwięku. Warto dodać, że wszystkie sprzęty posiadają wszelkie wymagane certyfikaty i dyrektywy typu CE, FCC, czy RoHS. To, co wyróżnia Matrix, to fakt, że firma proponuje wysokiej klasy dźwięk i wykonanie dostępne za rozsądne pieniądze.
W aktualnej ofercie znajduje się 12. urządzeń. Począwszy od przetworników c/a takich jak wspomniany Matrix mini-i, czy Quattro DAC i Cube, poprzez konwertery USB-S/PDIF, aż do wzmacniaczy słuchawkowych, a także zintegrowanego i dalej - do przenośnego wzmacniacza słuchawkowego Mini-Portable, któremu w dalszej części tekstu przyjrzę się bliżej.

Warto jednak zwrócić uwagę na najnowszy produkt Matrix: DAC X-Sabre (TU) skonstruowany w oparciu o 32 bitową kość Sabre ES9018, o maksymalnej częstotliwości 24 bit/352,8 kHz wejścia USB oraz 32 bit/384 kHz sygnału PCM. X-Sabre obsługuje także sygnał DSD, czyli standard Sony i Philips o nazwie Direct Stream Digital... Oj, ten przetwornik może nieźle „namieszać” w świecie audio. Stereo i Kolorowo – Underground czyni starania, aby mieć ten DAC niebawem na testach. „Ale miało być o Matrix Mini-Portable”  - pewnie Drogi Czytelnik pomyślał z uzasadnionym wyrzutem. OK - już wracam do głównego tematu.


Matrix X-Sabre - zdjęcie ze strony Matrix Audio

Budowa i wrażenia ogólne
Mini-Portable dostarczany jest w plastikowym pudełku z otwieraną górną klapką poprzez zluzowanie zatrzasków. Wewnątrz spoczywa Matrix szczelnie opatulony powycinaną gąbką. W komplecie znajduje się kabel USB, oraz ładowarka (wraz z adapterem na wtyk EU), a także instrukcja obsługi w języku angielskim i chińskim. Niestety, brak jakiegokolwiek futerału transportowego, czy paska do przymocowania źródła (np. iPhone lub odtwarzacza plikowego). Nie ma także kabla LOD (Line Out Dock). W cenie około 1350 zł powinien to być zwykły standard.

Matrix jest wielkości wzmacniacza FiiO E12 Mont Blanc, jest od niego jednak trochę grubszy, więc i trochę cięższy (180 g). Obudowa w całości wykonana jest z lekkiego aluminium, z zewnątrz malowanego na trzy dostępne kolory: czarny, czerwony i niebieski. Do testów otrzymałem wersję niebieską. Estetyka oraz wykonanie są wysokiej próby; nie jest to jeszcze poziom Apple, ale bod względem wzorniczo-montażowym nie ma się do czego przyczepić. Matrix jest bardzo ładny, a nawet śliczny, można rzec – czemu sprzyja intensywnie jasnoniebieski kolor obudowy.

Wzmacniacz słuchawkowy wyposażony jest bardzo przyzwoicie – szczególnie w wejścia cyfrowe, bo Portable-Mini jest równocześnie pełnoprawnym przetwornikiem cyfrowo-analogowym. Są tu aż 3. wejścia cyfrowe: optyczne typu Toslink, cyfrowe koaksjalne (RCA) oraz mini-USB, które jest też portem do ładowania wewnętrznej baterii (naładowana wystarcza na 8 godzin pracy, co jest przyzwoitym wynikiem, choć nie imponującym). Wejścia cyfrowe wybiera się przełącznikiem patyczkowym umiejscowionym na froncie.

W tym miejscu podkreślę, że fakt posiadania przez urządzenie aż 3. wejść cyfrowych jest bardzo przydatny podczas użytkowania słuchawkowca i bardzo poszerza jego umiejętności i funkcjonalność. Bo nie dość, że można tu przyłączyć komputer (albo iPad Apple) cyfrowym wejściem USB i słuchać muzyki z twardego dysku lub streamowanej, to także bez problemu podłączyć jako źródło odtwarzacz CD, DVD, czy tuner telewizyjny. Natomiast trzeba pamiętać, że Mini-Portable nie wymaga stałego zasilania sieciowego, bo jest wyposażony w baterię – odpada tu więc sprawa ewentualnych zakłóceń pochodzących z sieci elektrycznej. Matrix Mini-Portable jest wysokiej klasy bateryjnym wzmacniaczem słuchawkowym oraz DACiem. I to naprawdę słychać, o czym napiszę szerzej w kolejnym rozdziale. Asynchroniczny interfejs USB pozwala na doprowadzenie sygnału o jakości do 24 bit/96 kHz, a S/PDIF do 24 bit/192 kHz.

Wracając do budowy. Pod przełącznikiem źródeł cyfrowych, znajduje się mały suwak „Gain” przeznaczony do wyboru typu słuchawek – duże nauszne lub małe, w tym douszne. Matrix może współpracować ze słuchawkami o impedancji do 300 Ohm. Po prawej stronie frontu zamontowana jest niebieska dioda, która po włączeniu wzmacniacza miarowo miga, a po doprowadzeniu sygnału ze źródła – pali się stałym światłem. Zaraz obok, po lewej stronie umieszczono pokrętło wzmocnienia (a także włącznik sieciowy) wykonane z czarnego plastiku – szkoda, że nie aluminiowe. Na skrajnej lewej stronie frontu znajduje się wyjście słuchawkowe (mały jack) oraz wejście liniowe, do którego przyłącza się sygnał analogowy (z iPhone, iPada, playera MP3, etc).

Z tyłu zamontowano (o czym już pisałem) trzy wejścia cyfrowe (optyczne, elektryczne i mini-USB). Znajduje się tam także przełącznik hebelkowy trybu ładowania baterii – Matrix przyłączony do komputera może być jednocześnie ładowany lub nie. Ma to znaczenie w przypadku kiedy słucha się muzyki z komputera i wykorzystuje się Mini-Portable jako DAC i wzmacniacz – w takim przypadku niewskazane jest równoczesne ładowanie baterii, aby minimalizować potencjalne zakłócenia. Naładowanie baterii jest sygnalizowane jest pomarańczową diodą, umiejscowioną tuż przy wejściu mini-USB. W komplecie jest ładowarka sieciowa z przejściówką na wtyk europejski.

Wewnątrz znajduje się wysokiej jakości kość przetwornika c/a firmy Analog Devices AD1955 (TU), która montowana jest także w innym świetnym DACu – w modelu Matrix mini-i. Wzmacniacz operacyjny także pochodzi z Analog Devices – to AD8620 (TU).










Dwa powyższe zdjęcia zostały zaczerpnięte ze strony Matrix Audio

Wrażenia dźwiękowe
Jako wzmacniacze odniesienia używałem przenośne Astell&Kern AK100 iRiver oraz FiiO E12 Mont Blanc, a także stacjonarne Schiit Asgard 2 i Musical Fidelity X-Can v.3 razem z zasilaczem ULPS firmy Tomanek. Słuchawki to HiFiMan HE-300, Beyerdynamic Custom One Pro oraz Sennheiser HD650. Sporadycznie Koss PortaPro i Sennheiser PX100.

Z małego Matrixa słuchacz otrzymuje naprawdę spory dźwięk. I nie są to czcze słowa, puste sformułowanie. Pomimo niewielkich gabarytów Mini-Potrtable, jego  przekaz odbierany jest jako pełny, mocno nasycony substancją muzyczną, dokonany. Spójny. Nie jest to jednak zanadto gęsty, zbity (skondensowany) dźwięk, który przechyla się na ciemną stronę, a idący bardziej w kierunku soczystości, wypełnienia nutami, dopełnienia średnicy i dociążenia basów. Przekaz zawiera także kapkę słodyczy, ale w pozytywnym sensie tego słowa, czyli lekkiego ocieplenia, kremowości, a nie za dużej lepkości, czy ckliwości – o ile tak można napisać o dźwięku. Wzmacniacz bardzo ekspresyjnie definiuje wokale, lekko wypycha je do przodu, co czyni je prawdziwymi i niezwykle czytelnymi. Czarującymi.

Niskie tony zyskują na wolumenie, otrzymują więcej mocy i sprężystości. Membrany słuchawek przyjemnie mlaskają tworząc przekonujące, wielowarstwowe twory niskich tonów, ładnie rozciągnięte od góry do dołu, a także budując plastyczny wizerunek basu. Niskie składowe korzystniej także prezentują się pod względem szybkości i dynamiki – i to niezależnie od wielkości słuchawek oraz ich oporności.

Co istotne, brzmienie nie jest sterylne, osuszone, czy kliniczne. Jest to dźwięk, który bez wahania podlega pod określenie: organiczna muzykalność; tu jest swoboda i lekkość z miłym analogowym ciepłem. Wypełnienie nut prawdziwą treścią.

Konfiguracje
Matrix wszystkie testowe słuchawki traktuje z podobną atencją, dobrze radzi sobie zarówno z małymi Sennheiser PX100 oraz Koss Porta Pro, jak i dużymi Sennheiser HD650 i HiFiMan HE-300, czy Beyerdynamic Custom One Pro. Kiedy popatrzeć na małe rozmiary Mini-Portable trudno uwierzyć, że ten maluch tak dzielnie włada większymi od siebie słuchawkami. Aby dodać do tej beczki miodu kroplę dziegciu, wspomnę że, Matrix najlepiej gra z HiFiMan HE-300 (a nie z Sennheiser HD650) – panuje tu najwięcej synergii, wypełnienia, jest najlepsza (najdoskonalsza) przestrzeń, a także najwyższej jakości bas. Mocny i giętki, ale szybki i głęboki.  Wydaje się, że Sennheiser DH650 potrzebuje wyższej klasy wzmacniacz słuchawkowy, aby ukazać swoje (przecież rewelacyjne) umiejętności. W HD650 w tym zestawieniu brakowało mi rozmachu, otwartości dźwięku – czasem szybkości narastania impulsów.

Bardzo dobrze Matrix współpracuje z Beyerdynamic Custom One Pro, które okazały się być drugim „czarnym koniem” (po HE-300) testu. Piękna scena, namacalne instrumenty oraz wierna (rzeczywista) obecność przekazu. Super. Te słuchawki niebawem będę bardziej szczegółowo opisywał na łamach audio-bloga. Zapraszam wkrótce.

DAC
Jak już napisałem kilkadziesiąt wierszy powyżej, Matrix Mini-Portable to także przetwornik cyfrowo-analogowy z kością Analog Devices AD1955, która jest montowana także w Matrix mini-i (a dokładnie dwie takie kości). Jednak Mini-Portable pozbawiony jest zasilania sieciowego – to typowe urządzenie bateryjne, więc nie narażone na zakłócenia z sieci elektrycznej. Co więcej, opisywany sprzęt posiada aż trzy wejścia cyfrowe (S/PDIF Toslink i elektryczne oraz mini-USB). Dlatego można używać go jako nabiurkowe centrum muzyczne: podłączyć sygnał z komputera (lub iPada), z odtwarzacza CD, DVD, czy z telewizora (bo tu panuje już całkowity standard cyfrowy).  Nawiasem mówiąc, nie spotkałem się dotąd z tak bogatym wyposażeniem w wejścia cyfrowe montowanym w sprzęcie przenośnym.

Na potrzeby testu używałem iPad 3 Apple i MacBook Apple jako źródła cyfrowe, a także tani DVD Yamahy (na przemian wyjście optyczne i elektryczne).

DAC bez problemu odczytał sygnał cyfrowy z iPada 3 Apple (co wcale nie jest takie oczywiste i powszechne wśród DACów). Dźwięk otrzymał korzystne podkreślenie natury brzmienia muzyki, dobrą gładkość substancji oraz lepszą barwę (jakby wierniejszą) oraz wyższą pozorną dynamikę w całym paśmie.
Natomiast sygnał cyfrowy „podany” przez odtwarzacz DVD Yamaha okazał się być bardzo satysfakcjonujący: góra dostała więcej selektywności, a jednocześnie nie atakowała krzykliwością, przekaz stał się niejako bardziej zagęszczony, napełniony większą ilością szczegółów, z lepszym obrysem instrumentów, z głębią i większą ekspresją. Dźwięcznością.

Matrix Mini-Portable to świetny wzmacniacz słuchawkowy oraz dobry przetwornik cyfrowo-analogowy, który można nazwać budżetowym, ale byłoby to określenie krzywdzące dla tego chińskiego malucha. Sądzę, że urządzenie to ma cechy predysponujące nawet do klasy średniej-niższej, o ile w takiej audio-nomenklaturze poruszać się.


Od lewej: Matrix Mini-Portable, FiiO E12 Mont Blanc oraz Astell&Kern AK100 iRiver


Słuchawki HiFiMan HE-300


Słuchawki Beyerdynamic Custom One Pro




Sygnał cyfrowy wyprowadzony jest z iPada 3 Apple adapterem 30PIN->USB, a dalej kablem USB->mini-USB


Matrix Mini-Portable plus iPad 3 Apple to dobra kompozycja




Sygnał cyfrowy do Matrixa doprowadzony jest dwoma kablami Belkin Pure AV z odtwarzacza DVD Yamaha S-1500

Podsumowanie
1. Matrix Mini-Portable to solidna aluminiowa obudowa, estetyczne wykonanie, ładny design. Ma wygląd kwalifikujący nieomal do klasy premium. Brak w komplecie etui transportowego oraz kabli.

2. Świetne elementy konstrukcyjne: wewnętrzny DAC Analog Devices AD1955 i wzmacniacz operacyjny Analog Devices AD8620. Sprzęt ma aż trzy wejścia cyfrowe: mini-USB oraz dwa S/PDIF (Toslink i koaksjalne), co czyni go kapitalnie wyposażonym urządzeniem typu „portable” w swojej cenie, a może nawet i ciut wyższej.

3. Matrix oferuje bogaty, pięknie nasycony, a także żywy (dynamiczny) dźwięk, który ma cechy analogowości, czyli soniczną gładkość, a nawet swojego rodzaju kremowość. Organiczność i leciutką słodycz. Mini-Portable ma umiejętność podkreślania (uwypuklania) wokali, a także pokazywania głębi nagrań, ich struktury. W swojej kategorii cenowej, pod tym względem jest rewelacyjny.

4. Wewnętrzny DAC jest niewątpliwą wartością dodaną Matrixa, silną stroną. To jest dobry bateryjny przetwornik c/a, który pozwala na lepszą selektywność (niż by słuchać li tylko sygnału analogowego), dźwięczność nut, nasycenie muzyką, a także wyższą dynamikę pozorną.

Sprzęt używany podczas testu
Wzmacniacze słuchawkowe: Musical Fidelity X-Can v.3 wraz z zasilaczem ULPS firmy Tomanek (test TU), Schiit Asgard 2 (test TU), FiiO E12 Mont Blanc (test TU) oraz Astell&Kern AK100 iRiver (test TU).
Źródła: komputer MacBook Apple, iPad 3 Apple (test TU), Musical Fideliy A1 CD-PRO, sygnał telewizji cyfrowej oraz Yamaha DVD S-1500.
Okablowanie: Audiomica Laboratory oraz DC-Components (test TU).
Słuchawki: HiFiMan HE-300 (test TU), Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream (test TU), Beyerdynamic Custom Pro One, Sennheiser PX100 oraz Koss Porta Pro (test TU).
Akcesoria: stojak do słuchawek WooAudio, stolik audio VAP (test TU), stopy antywibracyjne Solid Tech "Discs of Silence" (test TU) i zatyczki do gniazd RCA Sevenrods Dust Caps (test TU).


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...